Zaznacz stronę

Smycz – pierwsza rzecz na check liście przed wyjściem na spacer. Niby tylko dodatek do psa, ale jakby się dłużej zastanowić to z tym wynalazkiem w ręku spędzam prawie 2,5h każdego dnia! Warto więc wybrać coś, co będzie wygodne, praktyczne i (teraz odzywa się moja kobieca natura) w miarę możliwości ładne. Patrząc na ilość wyników wyszukiwania dla hasła „smycz dla psa” – około 485 000! – chyba trafiłam na kolejny „temat rzekę”.


Co mamy do wyboru? Smycze automatyczne, taśmowe, z łańcuszka, ze skóry, z linki… Można się pogubić. Zwłaszcza, że często kierujemy się względami estetycznymi, bo przecież to czy coś jest praktyczne wychodzi w praniu. Tak na dobrą sprawę jednym z najważniejszych kryteriów jest to, czy smycz dobrze leży w dłoni. Jak to wygląda u nas?


Odi smycz

Odi dobrze wie, że za chwilę spuszczę ją ze smyczy. To nasza standardowa trasa spacerowa.

Czy Flexi jest sexy?

Możecie się śmiać, ale od wczesnego dzieciństwa chciałam mieć pieska, którego będę wyprowadzać na smyczy automatycznej. Musiałam czekać dwadzieścia lat z (małym!) hakiem, żeby takowa trafiła w moje ręce. W moich dziecięcych wyobrażeniach smycz była przede wszystkim atrakcyjna sama w sobie, a pies mógł czerpać z tego gadżetu nie lada korzyści. Moi rodzice byli jednak nieugięci i do prowadzania Oskara, przecudownego i ogromnego owczarka kaukaskiego, wybierali zawsze normalne smycze, które dla dziecięcych rączek były i mało ciekawe i koszmarnie niewygodne. Żadna frajda. Potem chyba wyrosłam z tematu automatów. Przypadek sprawił, że w moich rękach znalazła się smycz Flexi. Wszystkie wspomnienia z lat przedszkolnych i szkolnych wróciły i zapragnęłam z całych sił wyprowadzić Odisławę na spacer z Flexi. Bo przecież musi być super!

Wybrałam 5 metrową, taśmową smycz automatyczną przeznaczoną dla psów do 35kg. Smycz działa w dość przewidywalny sposób. Rozwija się kiedy pies ciągnie/odbiega/odskakuje i zwija się, kiedy jest bliżej nas. Proste i logiczne.

Jako, że podczas spacerów często nadrabiam zaległości towarzysko – telefoniczne, pierwsze wrażenie nie było pozytywne. No bo jak niby mam trzymać flexi i pisać smsa? Czułam się jak bez jednej ręki, bo do tej pory każdą smycz miałam albo przepiętą w pasie albo przerzuconą przez ramię. Z automatem tego się zrobić nie da, więc decydując się na tę opcję trzeba mieć to z tyłu głowy. Nie poddałam się jednak po wątpliwych początkach, gdyż każdy spacer upewniał mnie w tym, że smycze tego typu widzę częściej niż zwykłe. Ale do rzeczy. Lecimy z plusami i minusami:

Minusy:

– jedna ręka ciągle zajęta;

– nie nadaje się dla psów, które mają tendencje do wyrywania się i ciągnięcia;

– wolniejszy czas reakcji – jeśli pies biega na pełnej długości smyczy, znacznie trudniej go odciągnąć np. od pysznego, starego kurczaka wyrzuconego przez okno;

– charakterystyczny dźwięk blokowania i „klekotania” podczas ściągania smyczy – standardowa muzyka podczas spacerów na Kabatach 😀 ;

– nawet przy zwolnieniu blokadki, smycz cały czas delikatnie się napina – Odi była na początku zdezorientowana, gdyż nie odróżniała kiedy celowo przyciągam ją do siebie, a kiedy robi to mechanizm automatu;

– nie biorę automatu, jeśli wiem, że będziemy z Odi podróżować środkami transportu miejskiego – łatwiej mi kontrolować jej zachowanie, jeśli wiem, że każdy mój ruch odczyta prawidłowo;

dla bardziej wrażliwych psów nagłe zablokowanie smyczy i szarpnięcie może być bardzo nieprzyjemne, a same nie mogą przewidzieć na jaką odległość mogą odejść;


Nie ma opcji, żeby przełożyć dłoń przez uchwyt, więc jedna ręka jest ciągle zajęta.

Nie ma opcji, żeby przełożyć dłoń przez uchwyt, więc jedna ręka jest ciągle zajęta.

Plusy:

– większa swoboda psa;

– rozwiązanie do rozważenia dla psów, które nie mogą być puszczane luzem;

– regulacja długości smyczy;

– smycz nie ciągnie się po ziemi, więc nie ma możliwości, żeby się ubrudziła;

– nadaje się na dłuższe spacery;

– brak konieczności zwijania smyczy;

– zajmuje mało miejsca;


Cienka smycz taśmowa… niestety nie dla mnie


tasmowa

Ale piękna jest, nie?

Pewnego pięknego dnia kupiłam Odi pewną piękną smycz. Jak możecie się domyślać kierowałam się pięknymi łódeczkami na pięknym, niebieskim tle. I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o to, jak nam się życie razem ułożyło. To pierwsza smycz taśmowa, którą kupiłam i czuję, że ostatnia tego typu. Jest zbyt cienka, żeby była wygodna. W dodatku śliska, więc przy moich zdolnościach mogłaby okazać się kiepskim rozwiązaniem spacerowym w mieście, kiedy czasami trzeba szybko zareagować. Leży sobie teraz w czeluściach szafy i czeka, aż ktoś zechce ją przygarnąć. Ale, ale! Zakładam, że sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby smycz była grubsza i jeśli zostałaby wykonana z innego materiału. Vesper przykładowo ma właśnie tego typu smycz i chyba jest całkiem zadowolona. 😉


Smycz taśmowa sprawdza się idealnie w przypadku Vesper

Smycz taśmowa sprawdza się idealnie w przypadku Vesper

Smycz linkowa – klasyka zawsze wygrywa

Wiem, że nie wygląda najbardziej atrakcyjnie, ale bez wątpienia to jeden z moich faworytów. Prosta smycz z grubej linki, 2-metrowa, bardzo wytrzymała. Nie polecę Wam producenta, bo go nie pamiętam. Kupiłam tę smycz w jednym ze sklepów zoologicznych i kierowałam się tym, czym powinnam – czy dobrze się ją trzyma. Potem mi trochę odbiło i jako najlepsza psia mama świata kupowałam różne ładne gadżety. Korzystam z tej smyczy nieprzerwanie od stycznia i śmiało mogę stwierdzić, że to moja smycz bazowa. Plusy i minusy? No dobraaaaa!

Pierwsza smycz Odiny

Pierwsza smycz Odiny

Plusy:

– wytrzymała; nie zwija się; nie plącze się;

– łatwa do czyszczenia;

– stosunkowo niska cena;

– można ją sobie przepiąć w pasie lub przez ramię, więc obie ręce wolne;

– korzystając z tej smyczy i dobrych rad Magdy oduczyłam Odinę ciągnięcia na spacerach (brawo ja! brawo Odi! dzięki Magda!) / jestem prawie pewna, że nie byłoby szans, żebym zrobiła to korzystając ze smyczy automatycznej;

– wybieram ją kiedy idę z Odi np. do kawiarni… Dlaczego? Otóż dlatego, że taką smycz łatwiej mi np. gdzieś zawiązać albo przepiąć przy nodze od krzesła. Odi w większości przypadków w kawiarniach odpływa w objęcia Morfeusza (bo ile można siedzieć i patrzeć?), ale wolę stosować zasadę ograniczonego zaufania i mieć ją pod kontrolą.

Minusy:

– ograniczona długość;


pole

Jeden z wielu spacerów na Polu Mokotowskim 🙂

Podsumowując…

Powiem Wam tak – smyczom automatycznym nie mówię nie, ale dopiero na pewnym etapie życia psa i po utrwaleniu w głowach spacerowego savoir vivre’u . Błędem z mojej strony byłoby uczenie Odi poprawnego chodzenia na smyczy przy wykorzystaniu Flexi. Znacznie szybciej można opanować problem z ciągnięciem przy wykorzystaniu standardowej smyczy.

Z perspektywy czasu widzę też sens i logikę w tym, jakie wyprawki przygotowuje dla szczeniąt mój Tata. Nowi właściciele poza kocykiem, karmą, dostają też dla szczeniaka obrożę i smycz. Choć w domach często czekają na maluchy sterty psich gadżetów, często okazuje się, że prosta smycz to dla szczeniaka najlepsze rozwiązanie. Dzięki temu psiaki uczą się, że czego by nie zrobiły – smycz ma określoną długość i dalej nie pójdą. W przypadku automatów długość ta ciągle się zmienia. Dlaczego ciągle? A dlatego, że mając 5 metrowy pasek instynktownie blokujemy jego długość. Raz pieseł odbiegnie na 2 metry, a raz na 5. I wtedy w małej, szczenięcej główce robimy mętlik.

Mając psa, który nie sprawia problemów wychowawczych podczas spacerów smycz automatyczna jest jedną z opcji, którą warto rozważyć. Sama używam jej zamiennie z ukochaną, standardową linką. Mogę sobie na to pozwolić, gdyż Odi nie ciągnie, drepcze spokojnie, a w dzika pogoń wpada tylko po odpięciu karabińczyka od obroży.


A Wy jakie macie doświadczenia ze smyczami? Znaleźliście już swój ideał?


K.


P.S. Podczas ostatniej wizyty u Rodziców miałam okazję spotkać się z małymi kuzynami. Po hałaśliwych i radosnych powitaniach dostrzegli w moich dłoniach przedmiot swoich marzeń – smycz automatyczną! Upewniłam się wtedy, że pragnienia na pewnym etapie życia są podobne, niezależnie od tego w jakich czasach się rodzimy 😀

POPRZEDNI WPIS
NASTĘPNY WPIS