Sposób na psa, który „chce się tylko przywitać”!

wyroznienie

Masz czworonoga, który boi się innych psów i ze strachu potrafi zareagować agresywnie. Zdajesz sobie sprawę z problemu i byłeś u behawiorysty. Ułożyliście plan i wiesz już jak nad tym pracować. Wychodzisz na spacer, nagle na horyzoncie pojawia się wesoły labrador, który jak torpeda pędzi w Waszym kierunku. „Proszę zawołać psa!” – krzyczysz. „Ale on nic nie zrobi! Chce się tylko przywitać”, słyszysz w  odpowiedzi. I już wiesz, co się zaraz wydarzy.

„Ale mój pies nie chce się witać!” chcesz powiedzieć, ale w tym momencie wbiega w Was 40 kg radości w czystej postaci. Twój pies nie ma najmniejszej ochoty na kontakt, a będąc na smyczy nie może odejść, więc radzi sobie z natrętem, jak może – zaczyna atakować. Zdziwiony właściciel labka odciąga swojego psa, a Ty jesteś wściekły, bo taki epizod potrafi zniweczyć dotychczasowe efekty ciężkiej pracy nad zmianą zachowania Twojego czworonoga. Brzmi znajomo?


vesper skupiona

Skupienie uwagi to podstawa szkolenia. Warto wzmacniać tę umiejętność nagrodami i pochwałami.

Nieprzewidywalność środowiska to jeden z najtrudniejszych elementów w pracy z problemowymi psami. Często jesteśmy zupełnie bezradni, ale jest przynajmniej jeden bardzo prosty sposób, który można wykorzystać w sytuacjach, jak ta powyżej. Patricia McConnell opisała go dokładnie na swoim blogu.


Wypracuj podstawy i… rozsyp smakołyki!

Pierwsza rzecz, której powinieneś nauczyć swojego psa to komendy siad/zostań oraz skupienie uwagi na Tobie w rozproszeniach, szczególnie wtedy, gdy rozsypujesz smakołyki wokół niego. Kiedy już to opanujecie, można ratować swojego psa przed kontaktem z innym czworonogiem za pomocą… garści smakołyków. Wystarczy rozsypać je przed zbliżającym się do Was psem! :) Tę chwilę nieuwagi (obcy pies będzie skupiony na pochłanianiu smaków), możesz wykorzystać na odejście w bezpieczne miejsce. To naprawdę działa!

Ten sposób wydaje się tak prosty i oczywisty, że na pierwszy rzut oka mało kto traktuje go poważnie. Ja też nie byłam do końca przekonana, że to zadziała, ale wbrew pozorom czasami daje naprawdę niezły efekt!


szukanie smaków

Węszenie to naturalne zachowanie psa. Szukanie smakołyków może skutecznie odciągnąć uwagę.

To, o czym na pewno trzeba pamiętać:

  • taka technika raczej nie zadziała w przypadku psa, który kieruje się inną motywacją – podbiega w niezbyt przyjacielskich zamiarach;
  • smakołyki powinny być wyjątkowo atrakcyjne (raczej pokrojone parówki, niż sucha karma) i to w dość dużej ilości, abyś mógł szybko się oddalić, zanim pies znajdzie wszystkie smaczki;
  • może się tak zdarzyć, że pies, który dostanie od Ciebie smakołyki nie będzie chciał się od Was odkleić i licząc na dalsze smakołyki będzie za Wami podążał;
  • właścicielowi podbiegającego psa może się nie spodobać, że dajesz jego zwierzakowi jakieś jedzenie – ale w końcu prosiłeś, żeby zawołał psa…

Nadal brzmi naiwnie? Zobaczcie jak to wygląda na filmie:


 

Na pewno nie jest to niezawodny sposób na wszystkich „podbiegaczy”, ale warto w ogóle wziąć pod uwagę takie rozwiązanie i wypróbować je – w niektórych awaryjnych przypadkach może być bardzo pomocne. Więcej o psach natrętnych (i nieśmiałych!) możecie przeczytać w jednym z ostatnich postów.

 

M.

 

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • Niby tak, ale to rozwiązanie chwilowe, w szczególności, gdy właściciel drugiego psa jest daleko. Ten „obcy” podbiegnie, wciągnie smakołyki i będzie dalej chciał się witać. 😉

    Odpowiedz
  • Kochani, co to za rozwiązanie? Mi się zupełnie nie podoba.. nagradzam przy moim psie złe zachowanie innego psa o.O Mój patent jest taki, mówię do podbiegającego do nas psa „Nie podchodź” „Idź do Pani/Pana” normalnie, werbalnie się z nim komunikuje i to działa! Pieski rozumieją co się do nich mówi, przecież ich opiekunowie też czasem mówią do nich „nie podchodź” Jeśli pies jest bardzo nachalny i nie znam jego zamiarów, a moje słowa nie skutkują, proszę o przywołanie jego opiekuna. Karmienie innego psa, swoimi smakołykami to może być również powód do konfliktu w parku, bo nawet gdyby mój pies podbiegał sam, to zupełnie bym nie chciała, żeby ktoś go karmił czymś czego może zupełnie nie tolerować.

    Odpowiedz
    • To nie jest idealne rozwiązanie w każdym przypadku, bardziej forma ratowania sytuacji, kiedy niewiele już można zrobić. Jeśli ktoś ma bardzo reaktywnego psa, to próba odgonienia go, nawet mówiąc „idź do pana”, czy robiąc krok w jego kierunku może sprowokować naszego własnego psa do ataku, a tego nie chcemy :( Ja też nie jestem fanką karmienia obcych psów, ale zazwyczaj, jeśli komuś zależy na tym, żeby jego pies nie był karmiony przez obcych to dba też o to, żeby pies nie biegał samopas.

      Odpowiedz
    • To chyba nie o takie sytuacje chodzi, że inny pies jest odwoływalny. I nie o nagradzanie obcych psów chodzi, tylko o te sekundy kiedy można swojego zabrać, a uwaga innego jest odwrócona. Jak moje dwie suki mają cieczki to psy czesto przybiegają i może jak rzucę te smakołyki będę mieć więcej czasu na ich zabranie. A własciciel obcego psa na to, żeby swojego ogarnąć. Mnie wkurza cholernie to, że inne psy się chca witać, a opiekunowie nie panują nad nimi. Nie każdy pies powinien luzem latać. Ale to już dłuższy temat.

      Odpowiedz
    • O, dosyć odkrywczy sposób. Co jak co, ale podbiegaczy hejtuję totalnie, bo psują mi ciężką pracę i sama dbam o to, żeby moje psy nie podchodziły do tych prowadzonych na smyczy. O tej technice myślałam dotąd jak o opcji w przypadku bezdomnych psów biegających luzem, których siłą rzeczy nikt nie odwoła. Niestety u nas z Bonzem wygląda to tak, jak pisze Co Pies na To – kiedy ja mówię „odejdź, paszoł!” to Bonzo się zrywa i mi pomaga przeganiając psa. Wolę również rzucić żarciem w drugiego psa i zająć Milkę szarpaczkiem, niż musieć utrzymywać na smyczy szalejącą, zestresowaną Milkę. A jak komuś nie pasuje, że rzucam smakołyki to zupełnie nie mój problem – mi nie pasuje, że jego pies do nas podbiega, więc jesteśmy fifty-fifty :v

      Odpowiedz
  • Całkie dobry sposób, ale chyba nie sprawdzi sie przy psie który broni zasobów… mogło by to wywołać dodatkowy niepotrzebny konflikt, bo o ile znamy naszego psa i ton tak nie robi, to nie bedzie problemu, ale co jeśli podbiegający okaże się takim huncwotem i jeszcze na odchodne dostanie nam się od niego za danie smakołyków na odwrócenie uwagi? Świetny sposób, ale duże ryzyko, boriąc pod uwagę to jak wiele psów jest niewychowanych i niezsocjalizowanych, że sami właściciele sobie znimi nie radzą. Ale w skrajnych przypadkach, chyba to przestesuję :) Dzięki dziewczyny za pomysł!

    Odpowiedz
  • Ten sposób wygląda mi na prosty i skuteczny. Zwłaszcza w przypadku labradorów, które jak wiadomo są łakomczuchami 😉
    Bardzo podoba mi się Twój blog. Będę chętnie zaglądać, choć niestety nie mamy już psa – we wrześniu 2015 musieliśmy uśpić naszą sunię w wieku 10 lat – nowotwór :(

    Odpowiedz
  • Ooooh, nieeee! Helllołłł!! A cóż to za amatorskie porady? Tu, ,,BB” ma całkowitą rację! Natomiast, ,,Psiamatka”, tylko w pierwszym zdaniu i na początku drugiego. Za to ,,Zosia…”, przywaliła z grubej rury! Odkrywczy?!! A niby, w czym?? Chyba, że dla niej? To samo, ,,Renia…”! Prosty? Na pewno! Ale, czy aby skuteczny??? Skoro już sama Autorka odpowiedziała, że ,,chwilowy”! W jaki sposób, metoda ,,chwilowa”, może być skuteczna??? NIE MOŻE!!! W kolejnej odpowiedzi, Autorka sama przyznaje, że ,,…niewiele już można zrobić.” i kolejnej: ,,Ten sposób ma wiele wad, ale w tej kwestii (przecinek; uwaga moja) chyba nie ma idealnego.” Wręcz przeciwnie!!! Istnieje jeszcze jeden sposób – nie wiem, czy idealny – ale NA PEWNO, SKUTECZNY! I można jeszcze coś (spróbować) zrobić, bo podany w artykule sposób, ma raczej SAME WADY (bo, z iloma kilogramami kiełbasy mam wychodzić na spacer, aby nakarmić CUDZEGO psa???), a żadnych konkretnych korzyści (bo jeszcze i mój pies, będzie się rzucał na tę kiełbasę i… o ile się nie pogryzą o kiełbasę, to przyjdzie mi wracać do domu z dwoma psami?)!! Dlatego, najpierw zapytam: czy nikt z Was, nie słyszał nigdy o Cesarze Millanie? Tej metody, którą zaraz opiszę, nauczyłem się właśnie od Niego. Aby nie dopuścić cudzego psa do naszego (bo nigdy nie wiemy, jakie nastawienie ma ów intruz!), wystarczy swojego pupila schować za sobą – wtedy, bierzemy go niejako ,,we własne posiadanie” (a takie zachowanie, tamten pies zrozumie, bo to w ich języku), a tamtemu bronimy dostępu (do naszego), przez frontalną, wyprostowaną i pewną siebie postawę, dodatkowo wyciągając rękę w kierunku intruza w geście powstrzymania go. Można też dodać dźwięk, np. klikerem, czy choćby, coś w rodzaju: ,,czszszt!”, ale NIGDY NIE: ,,odejdź”, ,,idź do pana”, ,,paszoł, won” czy, inne takie (brednie)! Psy, nie rozumieją naszych słów, bo nie uczyły się polskiego (ani ruskiego)!!! W takiej sytuacji, tamten będzie próbował nas obejść, ale wtedy i my, przesuwamy się -będąc cały czas, frontem do niego i pilnując, aby nasz pies był na pewno za nami – w tym samym kierunku (a on, ten intruz, będzie to robił raz w lewo, raz w prawo), w dalszym ciągu zagradzając mu drogę dostępu do naszego pupila. Postępujemy w ten sposób tak długo – a zapewniam, że nie będzie to wcale znów zbyt długo – aż tamten zrezygnuje i sam odejdzie (bez kiełbasy!), a zrezygnuje, NA PEWNO! Polecam gorąco oglądanie – z jak największą uwagą i zrozumieniem (nawet po kilka razy, ten sam odcinek) ,,Zaklinacza psów”, Przywódcę stada” oraz ,,Cesar Millan na ratunek” na kanale National Geographic People, rano (7:00, 8:00), lub późnym popołudniem (18:00, 19:00).Program tv można znaleźć na stronie kanału.

    Odpowiedz
    • Piotrze, niestety proponowany przez Ciebie sposób również bywa nieskuteczny. Czasami uda się zniechęcić psa do podejścia, ale jeśli jest do tego mocno zmotywowany, to nie wiem jak asertywną postawę możesz przyjąć, a on i tak podejdzie – przetestowane. Nie chodzi o to, żeby karmić każdego napotkanego psa, w końcu takie sytuacje z podbiegaczami nie zdarzają się co minutę, ale warto mieć awaryjne rozwiązanie pod ręką. Jest to jedna z kilku możliwości, a dobrze jest znać ich jak najwięcej, żeby wybrać takie, które najlepiej pasuje do konkretnej sytuacji. A Cezar Millan poza kilkoma dobrymi rozwiązaniami które wprowadza, to moim zdaniem kiepski autorytet – szczególnie biorąc pod uwagę jego programy TV.

      Odpowiedz
      • Jak to, nieskuteczny??? Całkowicie skuteczny! Również – przetestowałem (i to, na niejednym obcym psie; przy mnie – nie podejdzie!) i… to działa! Zawsze! Ale, w odniesieniu do takich psów, jak opisane w tym artykule – jak to było określone, ,,podbiegaczy” – czyli, psów o poziomie ekscytacji od 1. do mniej więcej 5. Przy psach o wyższym stopniu ekscytacji, z całą pewnością, byłaby konieczna współpraca również właściciela intruza! Tylko największy problem w tym, żeby ten właściciel, też wiedział, jak może, lub nawet powinien, a zwłaszcza – chciał, zapanować nad swoim agresywnym (bo, powyżej ,,piątki”, to już jest poważny problem!) ,,pupilem”! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli już taki właściciel przyznaje się do tego, że ogląda programy z Cesarem, to – NIESTETY – większość z nich, traktuje je w kategorii wszechobecnych, NAJGŁUPSZYCH i OGŁUPIAJĄCYCH skandalicznie REKLAM! Zupełnie, BEZ ZROZUMIENIA! Kiedyś usłyszałem nawet opinię, że psy w tym programie są dobrymi aktorami!!! Nooo, po prostu – ŻAAALLL! Zgadzam się z poglądem, że dobrze jest znać jak najwięcej sposobów zapanowania nad intruzem, ale mimo wszystko, nie mam zamiaru chodzić na spacer z kiełbasą (proszę policzyć sobie koszty takiego spaceru w ciągu miesiąca: porcja kiełbasy na jeden spacer x ilość spacerów/dzień x 30 dni = ??? PLN), tym bardziej, że mój pies tego nie je! Sorry, ale nie widziałem jeszcze u Cesara metody, która nie dawałaby żądanego efektu! I bardzo przepraszam, że ośmielam się polemizować, ale wydaje mi się, że skoro Cesara oglądam już od ponad 5. lat i – mimo wszytko, uważam Go jednak za autorytet, ponieważ od pierwszego, całkiem przypadkowo obejrzanego odcinka, stwierdziłem, że to jest TO, co zawsze chciałem wiedzieć i TO, jest mi potrzebne – zdążyłem poznać psią psychikę na tyle, że mogę się podzielić wiedzą na jej temat. Tym bardziej, że moją intencją jest jedynie jak najszersze rozpowszechnienie – co najmniej, w takiej samej skali albo, raczej ZAMIAST, w jakiej nadawane są te wszystkie GŁUPAWE i OGŁUPIAJĄCE REKLAMY – konkretnej wiedzy na poruszany temat – co z całą pewnością, przyniosłoby większe korzyści – a nie, naciąganych teorii, ani dyskusja, sama w sobie, czy – nie daj Boże – narzucanie komuś swoich poglądów! Bo, godne pożałowania, są niezliczone amatorskie ,,porady”, jeden drugiemu, na wielu podobnych stronach. Wiem, że Cesar ma wielu przeciwników, zwłaszcza wśród zwolenników szkolenia tzw. ,,pozytywnego”. Tyle, że kiedy poznałem, na czym ono polega (dla porównania obejrzałem kilka filmów z taką ,,tresurą”, która wzbudza u mnie, jedynie żałosny śmiech politowania, ponieważ ich metody są zbyt rozwleczone w czasie, przez co, mniej, o ile w ogóle, skuteczne – bo niby, trzeba delikatnie, żeby pies się nie stresował; mogę dać przykłady: film tv Wrocław, pt. ,,Psi psycholog”, film z udziałem innej behawiorystki, lecz nazwiska nie pomnę, a które brzmiało nieco z włoska i parę innych), to uznałem, że zwolennicy owych metod są grupą ludzi przede wszystkim zbyt ,,uczłowieczających” psa, a ponad to, są przewrażliwieni i nadopiekuńczy w stosunku do czworonogów kierujących się ciągle zwierzęcym instynktem, a nie ludzkimi uczuciami! Jak podkreśla Cesar, wobec psa, należy postępować tak samo, jak wobec 2-letniego dziecka! Aby nauczyć go właściwego zachowania, należy pokazać mu jedynie jego granice, a nie roztaczać nad nim klosza ochronnego, bo to prowadzi do wypaczeń – u dziecka: charakteru, u psa: zachowań. Warto też obejrzeć krótsze nieco filmy, pozwalające poznać mowę ciała psów, pt. ,,Komunikacja psów”. Sorry, na razie muszę zakończyć.

      • Wiesz, to jest trochę tak, że po przeczytaniu jednej książki wydaje się ludziom, że już wiedzą wszystko o psach. Po przeczytaniu kolejnej zaczynają pouczać innych. Po obejrzeniu 5 programów są PEWNI swoich racji. Ale lata doświadczenia i otwarty umysł sprawiają, że nabiera się pokory, szczególnie w tak wrażliwej materii jak szkolenie i psychologia psów, więc mówienie że coś nie działa NIGDY, a coś działa ZAWSZE, bo JA tak twierdzę to taki właśnie brak dystansu i patrzenia z perspektywy.

  • OK. Przypuszczam, że rozmawiam (jak się domyślam) z p. Magdą, zapewne specjalistką – co szanuję – i myślę, że rozumiem Pani stanowisko. W Pani wypowiedzi, wyczuwam delikatną uwagę (pod moim adresem) o wyższości swojej wiedzy i doświadczeniu nad moim. Hmm… Bardzo możliwe, ale… Chciałem jednak podkreślić, że moją intencją nie było bynajmniej spieranie się o to, kto ma rację, lecz trywialna i wrodzona chęć niesienia pomocy, przez zwrócenie uwagi na jeszcze jedną, niewymienioną przez nikogo, za to – moim zdaniem – skuteczną (bo sprawdzoną osobiście na niejednym psie) metodę postępowania wobec rzeczonych ,,podbiegaczy”. W związku z tym, może powtórzę, o co chciałem zaapelować, aby zwrócić uwagę na WŁAŚCIWY PROBLEM: przydałoby się, aby właściwe organizacje czy stowarzyszenia, podjęły trud jak najszerszego rozpowszechnienia wiedzy o psiej psychice, by w jak największym stopniu zniwelować ataki nieokiełznanych ,,pupili” nieuświadomionych właścicieli – zwłaszcza, kiedy na spacer wysyłane są… dzieci! To jest temat ciągle jeszcze mało znany! Ba! Nawet negowany, czy wręcz, pogardzany! Aby osiągnąć właściwy poziom wiedzy, posunąłbym się nawet do dość restrykcyjnie przestrzeganego przepisu, aby wszyscy aktualni oraz potencjalni właściciele psów, przechodzili szkolenie z tego zakresu, zakończone egzaminem praktycznym z – najlepiej – kilkoma psami, lub przynajmniej, z własnym. W takiej sytuacji, przypomina się znane i jakże prawdziwe powiedzenie: ,,Lepiej zapobiegać, niż leczyć!” Czyż nie? I, jeszcze jedno, ważne spostrzeżenie z autopsji: ludzie, nie tylko niewłaściwie, ale wręcz źle interpretują, lub nadinterpretują zachowania psów, przez mocno utrwalone, skostniałe schematy myślenia i brak wiary, że to (tak szybko?) zadziała! Mówię to z własnego doświadczenia: taki właściciel, nawet, jeśli mu się pokaże, jak i co należy zrobić, to – często przez brak zrozumienia samego mechanizmu działania, oraz wspominanie przeszłości i wyobrażanie sobie, że ,,teraz też tak będzie” – niweczy osiągnięcie zmiany zachowania psa. Wielu posiadaczy psów, nie potrafi przestawić się na myślenie w kategoriach praw stada, a już w ogóle, właściwie interpretować mowę ciała psa. Pozwolę sobie przytoczyć przykład: widząc pewną właścicielkę, prowadzącą małego psa przed sobą – co jest niestety, nagminne, acz wielce niewłaściwe – w chwili, kiedy w pobliżu przebiegał chłopiec, piesek go pogonił. Za chwilę, inne dziecko przejeżdżało na hulajnodze – to samo – atak! W momencie, kiedy mijałem właścicielkę, zwróciłem jej uwagę, że, po pierwsze: powinna psa prowadzić za sobą lub, co najwyżej, przy nodze; po drugie: powinna go uspokoić szarpnięciem w bok, aż usiądzie. Niby szarpnęła, chociaż, wyglądało to raczej na pociągnięcie, czy siłowanie się (co już jest dyskusją z nim, a nie wydaniem polecenia), po którym pies, (też niby) przestał szczekać, ale…? Nie usiadł, nie zamknął pyska, język mu zwisał, rozglądał się wkoło – a ona stwierdziła, że już się uspokoił!!! Nooo przecież, to jest ŚMIECH NA SALI!!! Jeżeli właściciele, TAK będą odczytywać stan ekscytacji swoich – często nadmiernie rozpieszczonych i nie znających ŻADNYCH GRANIC – czworonogów, to ja dziękuję za taki stan rzeczy!!! Takich właścicieli, powinien obowiązywać KATEGORYCZNY ZAKAZ POSIADANIA psa!!! Oto kolejny przykład, choć sytuacja odmienna: zbliżając się do właściciela, który prowadził psa – a jakże, przed sobą, co jest niewłaściwym postępowaniem – ten, już z pewnej odległości, zaczął ujadać w kierunku mojego (jego poziom ekscytacji oceniłem na ok. 2 – 3.). Wtedy poradziłem właścicielowi, aby szarpnął w bok smyczą krótko, lecz energicznie i zarazem obserwował reakcję psa: ten od razu zniżył głowę i spojrzał na Pana, ale za chwilę, znowu zaczął szczekać. Poradziłem powtórzenie ,,zabiegu” i… znowu ta sama reakcja. Potem, przykucnąłem i zbliżając się do niego bokiem z wyciągniętą ręką – aby pozwolić mu poznać mój zapach i wyczuć moją energię – po upływie ok. dwóch minut… szliśmy razem z psami, obok siebie i w ciszy. Wtedy usłyszałem słowa właściciela: ,,Nie myślałem, że to TAK szybko działa!?” Ano właśnie! Prawie, jak wyłącznik! Owszem, przyznaję, że nie na każdego psa, może to podziałać. Ale na większość, z niskim poziomem ekscytacji? Chyba tak. Ten brak wiary, oraz nadwrażliwość i nadopiekuńczość, blokuje umysły szablonowo myślących ludzi! To, też stanowi problem w kierunku przekonania właścicieli! To właśnie, to negatywne nastawienie właściciela, które (świadomie, czy nie?) przekazuje psu przez mocno napiętą smycz, mocno wpływa na stan jego umysłu i wręcz go denerwuje! Przecież, jeżeli sama właścicielka przyznaje, że pies ją gryzie i nie chce słuchać, to już jest poważny problem, który należy rozwiązać wszelkimi dostępnymi metodami. A czyj program jest najłatwiej dostępny i jednocześnie, i skuteczny, i prawie, natychmiastowy? Sam, mam jedną z książek Cesara Millana,(,,Jak zostać przywódcą stada?”), ale ona, niestety, nie jest w stanie przekazać tyle co film z Jego udziałem. Jego programy, oglądam z uwagą i nieraz po kilka razy, nawet krótkie fragmenty dotyczące jednego tylko z aspektów zachowania psa, aby jak najlepiej zagłębić się w temat. Sorry, ale powtórzę: do tej pory, nie trafiłem jeszcze na kogoś lepszego od Niego. Te rozwleczone w czasie i wątpliwej skuteczności metody, jakoś do mnie, nie przemawiają. A nawet mnie śmieszą. Sorry.

    Odpowiedz
    • Tak, dobrze się Pan domyśla :) Przepraszam, ale porusza Pan tak wiele złożonych tematów, że można by o nich książkę napisać, a mnie trudno się do nich odnieść w jednym komentarzu. Praca z psem, a praca z właścicielem psa to zupełnie różne tematy i ten drugi jest zazwyczaj dużo trudniejszy i bardziej wymagający od trenera. Grunt to dobrać najlepszą możliwą metodę w danym przypadku, dostosować ją nie tylko do psa, ale i do właściciela i sprawdzić, co przyniesie najlepsze efekty.

      Odpowiedz
      • Owszem, zgadzam się z Panią całkowicie. Zagadnień jest wiele i wiele jest do zrobienia. Tylko, kto miałby to zrobić…? (jeśli, nie my?) Hh-hmm… Właśnie za kimś takim, się rozglądam. Warto byłoby lobbować we właściwych kręgach, aby działający tam ludzie, zechcieli spojrzeć na sprawę z WŁAŚCIWEGO (czyt. poważnego) punktu widzenia i dostrzegli WRESZCIE ten, jakże ważki problem – nad którym wielce ubolewam, a który u nas, jest właściwie tajemnicą poliszynela – i zaczęli traktować go na równi z innymi, dla nich zapewne, o wiele bardziej spektakularnymi, czy traktowanymi wręcz rozrywkowo i przynoszącymi efekciarski splendor, skoro ten, sprowadza się do walki o życie, jeśli nie człowieka, to psa, na pewno! Za przykład, może posłużyć program tv ,,Przygarnij mnie”, który próbowałem obejrzeć, ale nie potrafiłem dłużej niż 5 minut, a który, jest szkaradną farsą i kiczowatą groteską, zwłaszcza wtedy, gdy występuje w nim Marzena Rogalska! Ona, położy KAŻDY program! Już wcześniej, zrobiła to z programem ,,Czy jesteś mądrzejszy od 6-klasisty?” A do niej, dołączyła jakaś grupa szczeniaków pod nazwą ,,NEO”, która – dla lansowania samych siebie – w sposób urągający bezpieczeństwu (przypuszczam, że te, co bardziej niebezpieczne scenki, zostały wycięte?) robiła sobie sesje zdjęciowe z psami przyniesionymi ze schroniska! Jak można pokazywać, tak niefrasobliwie i nieprofesjonalnie zmontowany CYRK? Później, (chyba na fb?), widziałem filmik z psem, którego prawdopodobnie adoptowała p. Ewa Szykulska, nawiasem mówiąc, dobra aktorka. Tyle, że poza programem, Jej suczka, już nie była taka miła, jak w tv! Będąc na spacerze z p. Ewą, zaatakowała innego psa. Dlatego ośmielam się twierdzić, że ten program to farsa i groteska! Noo, żaalll! Po prostu, żaaallll! Jak TAK można??? Ten problem, WYMAGA jak najszybszego DZIAŁANIA! Pozdrawiam.

  • Andrzej Klosinski Adopcja psa Decydujac sie na wziecie bezdomnego psa ze schroniska lub w innych okolicznosciach, trzeba pamietac, ze nie kazdy pies bedzie w stanie przystosowac sie do warunkow jakie mu oferujemy, chocby w naszym, ludzkim mniemaniu byly to warunki wrecz idealne.

    Odpowiedz
    • A znamy się z Andrzejem, znamy. 😉 Prawda to, o czym piszesz, jednak to nie znaczy, że nie warto próbwać zmieniać zachowania. Bo takich przypadków skrajnie beznadziejnych, które absulotnie nie powinny żyć w mieście pośród innych psów i ludzi wcale nie jest aż tak wiele, przynajmniej sądząc po tych, z którymi my mamy do czynienia na codzień.

      Odpowiedz