Przekleństwo domu z ogródkiem

domek

Kiedy ładnych parę lat temu podjęłam dość spontaniczną decyzję o zaopiekowaniu się Vesper mieszkałam już wtedy w bloku w Warszawie. Pierwszą reakcją wielu osób (a szczególnie moich rodziców) było: „Ale ten pies będzie się męczył w mieszkaniu! Nie masz przecież ogródka!”. Dodam, że w momencie adopcji, Vesper była już „pełnowymiarowym” (choć może nieco zbyt chudym) psem w typie owczarka, bardzo podobnym do tych, które można zobaczyć w domkach na przedmieściach. Ale w bloku? W bloku trzyma się jamniki, yorki, ewentualnie mopsy, a wszystkie inne psy przekraczające wielkością beagla, w opinii wielu postronnych, bez ogródka mogą się tylko MĘCZYĆ.


Vespernaspacerze

Vesper na spacerze to chodzące szczęście. Kiedy siedzi sama w ogrodzie nigdy się tak nie zachowuje.

Życie z psem w mieszkaniu niesie ze sobą o wiele więcej wyzwań i obowiązków, niż w domku z ogródkiem. Wiadomo, przynajmniej trzy spacery dziennie,  nauka chodzenia na smyczy, mijanie sąsiadów i ich psów, szczekanie, które może przeszkadzać innym – to tylko niektóre aspekty życia z psem, z którymi trzeba się zmierzyć. Tak naprawdę, jeżeli już ktoś tu się męczy to nie tylko pies, ale też jego opiekun, jeśli zbyt beztrosko przygarnął maleńkiego słodkiego szczeniaczka pod swój blokowy dach. A jak to jest w domku z ogródkiem? Jeśli ktoś się uprze, to ani na spacer nie trzeba wychodzić (od biedy pies załatwi się na podwórku), ani niczego uczyć specjalnie nie trzeba (jak skacze na gości, to się go wywala na podwórko), jak nie wraca na przywołanie to też nie problem, bo teren zwykle ogrodzony, a te okazjonalne spacery, które się zdarzają mogą być na smyczy, bo przecież pies ma podwórko do wybiegania się. Jeśli szczeka – to trudno, sąsiadom się powie, że pies pilnuje i tyle. Mnóstwo psów w ten sposób funkcjonuje i radzą sobie z tym lepiej lub gorzej. Jeśli chodzi o zakres obowiązków – opiekunom psów mieszkających w domkach z pewnością jest ŁATWIEJ w codziennym życiu, więcej mogą ODPUŚCIĆ. A przynajmniej takie jest stereotypowe myślenie, które najwyższa pora skutecznie obalić. Czy psy są w takim układzie szczęśliwe? Albo chociaż szczęśliwsze od swoich miejsko-blokowych odpowiedników?


odiwogrodzie

Niby fajnie w ogrodzie, ale trochę nudy, bo już wszystko obwąchane.

DOSTĘP DO PODWÓRKA ≠ SPACER

Trzeba sobie na początku wbić do głowy jedną zasadę: żadne, nawet największe podwórko nie zastąpi psu spacerów. Poznawanie nowych zapachów, możliwość kontaktu z innymi psami i ludźmi, okazja do spędzenia czasu z opiekunem to największe zalety wspólnego spacerowania. Czasem zdarzy się, że opiekun faktycznie zajmuje się psem na podwórku (zabawa, szkolenie, itd.), ale w zdecydowanej większości psy pozostawione są w ogrodzie samym sobie.


zabawaogrod

Każda okazja do zabawy i treningów jest dobra, a ogród świetnie się do tego nadaje. Bez takich interakcji pies nie będzie szczęśliwy.

Kiedy jadę na konsultację do psa, który mieszka w domu z ogródkiem bardzo często mogę przewidzieć jak wygląda jego życie. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to pies, który na spacery wychodzi 2, 3 razy w tygodniu albo jedynie w weekendy. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wiele problemów z zachowaniem czworonogów wynika właśnie z tego, że mają mało okazji do spędzania czasu ze swoją rodziną – szczególnie zauważalne jest to w przypadku owczarków niemieckich (i innych w tym typie). Nie wiedzieć czemu uchodzą one za idealne psy do stróżowania, najszczęśliwsze na dużej działce, a tak naprawdę potrzebują bardzo dużo uwagi i czasu. W wielu przypadkach najchętniej nie odstępowałyby swojego opiekuna nawet na krok.

Warto zrozumieć, że taki pies będzie funkcjonował o wiele lepiej mieszkając w bloku, ale z właścicielem, który poświęci odpowiednio dużo czasu na spacery i szkolenie, niż pies z dostępem do ogrodu, ale pozbawiony tego rodzaju aktywności. Oczywiście posiadanie do dyspozycji ogrodu nie wyklucza właściwej opieki nad psem, ale jakoś dziwnie często jedno łączy się z drugim. Może po prostu łatwiej jest wtedy wiele rzeczy odpuścić.


spacer

Nie ma nic lepszego, niż spacer całym stadem! :D

KIEDY MIESZKANIE W BLOKU NIE JEST NAJLEPSZYM POMYSŁEM?

Czytając ogłoszenia o adopcji psów, można czasem trafić na informację, że pies nadaje się tylko do domu z ogródkiem. Czyżby fanaberia fundacji i wolontariuszy? Nie zawsze. Niektórym psom, szczególnie tym, które zostały odłowione jako dziko żyjące, które zupełnie nie znają życia w mieście, które nigdy nie mieszkały poza schroniskiem lub przejawiają inne poważne problemy z zachowaniem może być bardzo trudno odnaleźć się w bloku. Niby miejsce jak każde inne, ale z punktu widzenia psa może to wyglądać zupełnie inaczej. Trzeba oswoić się ze schodami (po których nigdy wcześniej się nie chodziło) lub windą (która skrzypi i jest mała), akceptować sąsiadów (nawet tych, których się nie lubi) i obce psy (dla wielu psów to duże wyzwanie). Niektórym czworonogom akceptacja nowego środowiska przychodzi dość łatwo (np. Vesper oswoiła się ze schodami po jakimś tygodniu odkąd ją wzięliśmy – przez ten czas musiałam wnosić ją na rękach na trzecie piętro…), natomiast innym może zająć to dużo więcej czasu i wymaga ogromnej pracy i zaangażowania właściciela. Nie każdy jest na to gotowy i nie w każdym przypadku efekt będzie taki, jak byśmy tego oczekiwali.


Niektóre rasy lub typy psów będą mimo wszystko lepiej czuły się mając do dyspozycji własny teren. Psy stróżujące, takie jak owczarki kaukaskie czy środkowoazjatyckie, które mają zazwyczaj silniej niż inne psy rozwinięty instynkt terytorialny, łatwiej odnajdą się w domu z ogródkiem, niż na ciasnym osiedlu w centrum miasta. Dlaczego? W mieście środowisko jest bardzo zmienne, więc przykładowo samochód, którego koło obsikają jednego dnia, następnego stoi zupełnie gdzie indziej. Psia głowa tego nie ogarnie tak łatwo. 😉 Pojawia się dużo bodźców, z którymi muszą sobie poradzić. Co więcej, takie psy nie mają aż tak silnej potrzeby towarzyszenia człowiekowi przy każdej okazji i nie zawsze dobrze czują się podczas wakacyjnych wyjazdów czy towarzysząc nam w barze przy piwie. Oczywiście są wyjątki, jak choćby Odi, która z założenia będąc niezależną akitą gardzi ogródkiem u rodziców Kasi i nie odstępuje jej na krok, kiedy wpadają z wizytą. Jest za to najlepszą towarzyszką na niedzielnych śniadaniach w jednej z knajpek na Kabatach. :)

PIES PRAWDĘ CI POWIE

U moich rodziców Vesper ma do dyspozycji całkiem fajny ogródek. Może leżeć w cieniu drzew, tarzać się w trawie, nawiązywać bliższą znajomość z rudym kotem Luckiem. A co tak naprawdę robi? Wykorzystuje każdą możliwą okazję, żeby wejść do domu i spać pod stołem w kuchni. :) A kiedy już się obudzi, zajmuje się szukaniem ludzkiego towarzystwa. Czy byłaby szczęśliwa, jeśli zostawiłabym ją na cały dzień w ogrodzie? Na pewno nie. Sytuacja wygląda bardzo podobnie w przypadku Odisławy. Wpadnie do ogrodu, obwącha co trzeba, popasie się na trawie jak młody cielak, a potem leci tam, gdzie są jej opiekunowie.


pieskanapowy

Vesper – pies kanapowy? :)

Oczywiście są psy, które nie inicjują tak częstych kontaktów z właścicielami. Zajmują się swoimi sprawami, są niezależne, nie potrzebują dużo atencji. Ale każdy domowy pies potrzebuje kontaktu z człowiekiem, bo to po prostu leży w ich naturze. Czy ogród jest niezbędny, żeby pies był szczęśliwy? Nie. Czy będzie nieszczęśliwy mieszkając w bloku? Nie. Pamiętajcie, że przeciętny pies śpi około 15 godzin w ciągu doby, więc sama natura jasno określa, że nie musi być aktywny non stop. O komforcie psiego życia tak naprawdę nie decyduje miejsce, ale opieka jaką możemy zapewnić czworonogom, więc łapcie za smycze! A my życzymy Wam bardzo udanych spacerów.

 

M.

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • Nie zgodzę się – sam miałem owczarka kaukaskiego, poschroniskowego, dość wiekowego – nauczył się chodzić po schodach, jeździć windą i życie w bloku było dla niego o wiele lepsze niż to co miał wcześniej.

    Odpowiedz
    • Piotrek, bardzo fajnie że o tym piszesz – nie ma nic gorszego niż ciasny, schroniskowy boks, a jak widać nawet kaukazy potrafią się przystosować. Twój pies widocznie tak jak Odi przeczy stereotypom swojej rasy :) Pozdrawiamy!

      Odpowiedz
  • jak słyszę, że mój pies się męczy w bloku to mam ochotę strzelać 😉 szczególnie jak mówią to właściciele psów, które całe życie załatwiają się jak koty do kuwety (czyt. ogródka).

    Odpowiedz
  • mam owczarka środkowoazjatyckiego mieszka ze mną na 2 piętrze w bloku schody to nie problem szczeka tylko gdy czuje innego dużego psa , jest ze mną od szczeniaka więc jest to kwestia przyzwyczajenia gdy jadę do rodziców do domu z ogródkiem to tylko patrzy żeby wejść do domu i przy okazji szczeka na każdym kroku więc dom z ogródkiem jemu nie odpowiada

    Odpowiedz
  • Bardzo ciekawy wpis! Muszę sie z nim zupełnie zgodzić, moja Frytka, ktora mieszka ze mną w bloku od lutego (wczesniejsze 3 lata spędziła w schroniskowym boksie) na pewno nie narzeka, mimo ze to duzo, bo ok 30-35kg kundelek. Dosc czesto, mimo wieku, a ma 14 latek, zabieram ja na spacery do lasu, ktore uwielbia, ale gdy jeździmy do mojej mamy, ktora mieszka w domuz ogrodkiem, zwykle leży gdzieś kolo mnie, od czasu do czasu biegajac po podworku i pilnujac z resztą bandy mojej mamy :)
    Natomiast psy mieszkajace z moja mama, posiadajace swoje wlasne podworko sa Bardzo Szczęśliwe i nir wyobrazam sobie jak moglyby teraz funkcjonować w bloku – maja zapewnione swobodne wejscie i wyjscie do domu, i minimum 2 spacery dziennie.
    Przy kazdej adopcji nalezy zastanowic sie nad tyn, czy damy rade sie zająć psem tak jak trzeba, aby dac mu pelnie szczescia, bo nie powinnismy prac psa, zeby dla nas pracowal, ale aby byl czescia rodziny :)
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • w ogródkach wiejskich pies jest samotny, ciekawe że w bloku nie jest jak rodzinka jest w pracy lub szkole przez pół dnia…

    Odpowiedz
    • Wtedy pies przesypia 8 z 15 godzin przeznaczonych na sen. A jak rodzina wraca to jest z nimi. Natomiast na wsi rodzinka hyc z auta do domu, a pies dalej na pidwórku

      Odpowiedz
  • Faktycznie psiaki potrzebuję człowieka jako przyjaciela, najlepiej non stop…Moje psiaki mają swobodny wybieg na ogród, ale i tak nie odstępują mnie na krok. Ogród na chwilkę i z powrotem są już w domu…najlepiej się czują, gdy leżą obok…

    Odpowiedz
  • Cieszę się, że nie powielam Twojego wzorca :) Mieszkam w domu i pies owszem wychodzi 2-3 razy, ale w ciągu dnia, mówię oczywiście o spacerze, ogródek to dla niego raczej, tak jak i dla nas forma relaksu. Jednak nie powiem.. jest komfort, bo zanim rano wyjdziemy na spacer to jest z samego rana siku w ogrodzie 😉

    Odpowiedz
  • Przekonałam się na własnej skórze, że ogród BARDZO rozleniwia. Mieszkałam przez jakiś czas z psem u rodziców i choć początkowo miałam entuzjazm na codzienne spacery, tak kapryśna wczesnowiosenna pogoda i ten nieszczęsny ogród pod nosem zrobiły swoje… na szczęście mieszkamy już w wielkim mieście i pies (mam nadzieję) jest megaszczęśliwy mając trzy spacery dziennie i częste możliwości zmiany otoczenia. Ja żartuję czasem, że to kawiarniany pies-podróżnik :).

    Odpowiedz
    • Mam podobne doświadczenia :) Na początku roku mieszkałam z Vesper u rodziców przez jakieś 2 tyg. i okazało się, że spacery w okolicy zrobiły się… nudne (dla mnie) – ze względu na brak auta miałam do dyspozycji 1, 2 stałe trasy spacerowe, a teraz mieszkając na co dzień w mieście urozmaicamy je sobie jak tylko można. :)

      Odpowiedz
  • Zgadzam się całkowicie. ale muszę powiedzieć że mieszkanie w domu z dużym (2500 m) ogrodem jest łatwiejsze przede wszystkim dla mnie, bo jeśli któryś z moich trzech psów postanowi iść popatrzeć na księżyc w środku nocy, muszę tylko dowlec się do drzwi a nie wyprowadzać zarazka na spacer :). Moje psy doskonale ilustrują różne psie potrzeby. Mastif pirenejski to typowy pies stróżujący – najchętniej siedzi na dworze i pilnuje (najczęściej przez sen). Do domu przychodzi jeść, wyschnąć i się ogrzać, jeśli temperatura spada poniżej zera to także spać. Wszelkie drapanie i tym podobna rozpusta dozwolona jest raz na tydzień, żeby się pańcia nie przyzwyczajała, a długie spacery, na które go gonię co drugi dzień, uważa za karę boską i daje mi to wyraźnie do zrozumienia, wlokąc się 10 metrów za mną z miną męczennika. Za to spacer dookoła dwóch ulic, gdzie można sprawdzić kto co ostatnio obsikał i opyskować wszystkich wrogów, o, to zupełnie co innego :D. Z kolei moje dwa samoyedy są bardziej proludzkie, a jeden z nich wręcz przyklejony do mnie. Ale to są psy które mogą nie czuć się najlepiej w bloku ze względu na futro – moje przy -15 C śpią na podwórzu na śniegu i ani myślą wracać do domu, a dopóki jest włączone ogrzewanie, w ramach dotrzymywania mi towarzystwa ten przyklejony siedzi na balkonie; drugi praktycznie całą zimę spędza na dworze, do domu wprowadza się w maju, po wyłączeniu ogrzewania; przychodzi tylko dwa razy dziennie na seans drapania, przytulania i mówienia mu że jest najpiękniejszy na świecie. Mają natomiast zapewniony przynajmniej 1 dwugodzinny spacer dziennie i inaczej się nie da, bo znudzony samoyed oznacza destrukcję wszystkiego co napotka :D. Z kolei moja przyjaciółka ma doga, któremu jej ogród jest zupełnie niepotrzebny, bo i tak chodzi za nią krok w krok….

    Odpowiedz
    • Co pies, to inna historia :) Ważne, żeby tak jak piszesz, sprostać wymaganiom konkretnego psa. Super, że tak fajnie się to wszystko łączy w przypadku Twoich czworonogów!

      Odpowiedz
  • Tak, od zawsze bulwersowały mnie komentarze – zazwyczaj z ust tych, którzy najmniej wiedzą o psiej psychice, że pies w bloku się męczy. Miałam kiedyś 2 psy w bloku, mieszkałam w wieżowcu. 2 samce – rottweiler i kundelek ze schroniska. Psy miały zapewnione długie spacery 3-4 razy dziennie, w mieszkaniu zawsze towarzyszyły człowiekowi. Rodzina w małej kuchni – psy też, oczywiście pod nogami itd. Teraz mieszkam w domu z ogrodem i też mam 2 psy. Rottweilerowi pozostałam wierna, choć jest to już inny pies. Moje psy jako jedne z nielicznych wychodzą codziennie na co najmniej 2 spacery dziennie. Rottek jest młody, więc nie wyobrażam sobie pozostawić go samego w ogrodzie. Jest zbyt kreatywny i będąc sam zapewne przemeblowałby mi cały ogród 😉 Zresztą sam i tak by nie chciał siedzieć – musiałabym pozamykać drzwi 😉 W ogrodzie tylko ze mną, gdy dłubię przy roślinach lub wspólna zabawa/nauka. W pewnym sensie ubolewam nad tym, że nie mieszkam w mieście – na wsi mało bodźców dla psa, dlatego zabieramy go/je na wycieczki do miasta, w nowe miejsca. Oba psy – samce, nauczone są nie załatwiać się w ogrodzie. Nawet na siku wyprowadzam. Oczywiście zdarzy im się, ale to rzadkość. I choć pewnie sąsiedzi uważają mnie za wariatkę – mam to gdzieś :)
    Pozdrawiam wszystkich odpowiedzialnych właścicieli psów!

    Odpowiedz
    • Najczęściej takie komentarze można usłyszeć od osób, które same zwierząt nie mają. Znamy je doskonale, więc właśnie z tego powodu powstał ten tekst. :) Bardzo wiele zależy od podejścia właściciela, bo myślę, że niejeden pies w pałacu z wielkim ogrodem, chciałby się zamienić z Twoimi podopiecznymi. Kontakt z człowiekiem i właśnie te wspólne spacery to coś czego nie da się niczym zastąpić. Pozdrawiamy całe stadko! :)

      Odpowiedz
  • Izabela Kosterska says:

    Ja miałam szczęście być „mamą” dwóch kaukazów (braci ze schroniska) od ich drugiego miesiąca życia i pomimo 3 tys metrów ogrodu i wrodzonej predyspozycji do stróżowania, moje psy zawsze wolały być ze mną niż same w ogrodzie. Codziennie po 3 spacery, wyjazdy do miasta, czy na łąki, żeby „polować” na zające ( o szkoleniu nie wspomnę). Pomimo dużego terenu, nocami obydwaj panowie spali w domu, strategicznie porozkładani (nie uznawali legowisk), najczęściej przy moim łóżku. Wyzwaniem było gotowanie, bo wszystkie składniki były na wysokości jęzora, no i czasami człowiek się o nie potknął, ale to przecież rodzina, a nie alarm na złodzieja…

    Odpowiedz
    • Przy dwóch kaukazach faktycznie jest się o kogo potykać! :) Kuchnia to jednak dla wszystkich znanych mi psów miejsce strategiczne. Trudno z niego zrezygnować, skoro zawsze coś może spaść na podłogę. 😀 To co napisałaś tylko potwierdza tezę o psiej potrzebie kontaktu z człowiekiem. Cudownie jest mieć duży ogród, ale nie ma szans, żeby sama przestrzeń mogła zapewnić psu szczęśliwe życie. Pozdrawiamy ciepło!

      Odpowiedz
  • Bardzo fajny wpis, niestety niektórych nic nie przekona :( Nie sadze, aby mojej suni czegoś brakowałona naszych spacerach, a na pewno buduje bardzo fajna więź między nami :)

    Odpowiedz
    • Spacery to świetny czas do budowania relacji, więc szkoda, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Mamy nadzieję, że im więcej będzie się o tym mówić, tym świadomość dotycząca psich potrzeb będzie większa. Pozdrawiamy ciepło! :)

      Odpowiedz
  • To fakt dom z ogródkiem rozleniwia, a mieszkając w bloku musimy wyjść z psem na te kilka spacerów dziennie a jak już się ruszy tyłek na „siku” to zazwyczaj zachciewa się dłuższego spaceru i z 15 minutowego spacerku robi sie godzinka :) a w domku z ogródkiem pewnie puściłabym psa na ogród i usiadła przed komputerem 😉

    Odpowiedz
    • Dom z ogrodem ma mnóstwo zalet, ale tak jak napisałaś – potrafi rozleniwić. Znamy to zresztą z autopsji. :) Spacery to świetna sprawa, więc warto się ruszyć nawet jak się nie ma na to ochoty. Korzyść dla psa i dla nas. Przy komputerze nie ma szans, żeby tak zresetować głowę. Pozdrawiamy! :)

      Odpowiedz
  • PannaAnna says:

    Mieszkam w domu z ogródkiem a nawet powiem śmiało: z ogrodem. Mamy suczkę beagle. Uwielbia czas spędzany na podwórku ale…nie sama. Kiedy próbuję w natłoku zajęć wysłać ją na ogród samą – absolutnie protestuje, stoi jak wmurowana i nie zamierza ruszyć do przodu ani o krok. A już zupełnie nie ma możliwości żeby wyszła sama wieczorem. Dlatego moje dzieci odkąd mieszka z nami Zuzu spędzają 99% swojego wolnego czasu w jej towarzystwie na podwórku. Dzięki temu: są zdrowsze, Zuzu jest szczęśliwa, płacimy niższe rachunki za prąd (nie używane leżą laptopy, tablety itp 😉 ). Jedyny minus to, że takie przewietrzone towarzystwo (zarówno ludzkie jak i psie) czyści lodówkę w przerażającym tempie 😉 Spacerujemy na smyczy często jak się da, głównie po to, żeby nasza ukochana Zuzu, będąca przedstawicielką rasy tropicieli – uciekinierów 😉 znała na wylot okolicę naszego domu.
    Wszystkim polecam spacery!

    Odpowiedz
    • Beagle na brak energii narzekać zwykle nie mogą, więc nic dziwnego, że potem całe towarzystwo zmęczone i głodne. Ale to i tak lepiej, niż wszyscy mieliby zalegać przez tv. 😀 Pozdrawiamy ciepło całą ekipę i drapiemy Zuzu za uchem!

      Odpowiedz
  • paulina Szowa says:

    prowadzę dt dla psów , wiele hotelików też uważa że teren z ogrodem wystarczy- to nie prawda, ja wychodzę z moim tymczasowym stadem na godzinne spacery przynajmniej 2 razy dziennie, mimo że mam ogród i mimo że mają w nim towarzystwo innych psów więc teoretycznie wg wielu osób powinno to wystarczyć. Uważam że trzymanie psa w ogrodzie na okrągło jest tak samo złe jak trzymanie w bloku i spacery po 5 minut 2 razy dziennie. A potem jest zdziwienie że pies niszczy- a co ma robić- zwariować z nudów?

    Odpowiedz
    • Jasne, równowaga to podstawa. Pies, który siedzi sam w bloku i nie ma szans na długi spacer też będzie nieszczęśliwy. Co do tego żadnych wątpliwości nie mamy. A ogród to świetna sprawa, ale nie zapewni psu wszystkich potrzeb, więc super, że masz takie podejście do tematu. Pozdrawiamy całą ekipę!

      Odpowiedz
  • Fajny post – mieszkanie z psem w bloku też jest możliwe :-) Ja decydując się na border collie w bloku, zrobiłam najpierw research w hodowlach: czy pomysł jest ok, co o tym sądzą, etc. W jednej usłyszałam, że psy w bloku niejednokrotnie mogą być szczęśliwsze i bardziej zadbane, bo poświęca się im więcej czasu. Miałam 3 psy w ogrodzie (w tym właśnie azjatę), teraz czas być na swoim, na razie mieszkanie w bloku i duuużo więcej wyzwań, bardziej z czystością, z niszczeniem sprzętów przez szczeniaka, niż chodzeniem na smyczy, bo wszystkie psy wyprowadzałam na spacery i uczyłam posłuszeństwa. Nie widzę, by pies się męczył teraz. Wiadomo, spacery codziennie plus wyjścia ze szczeniakiem na siku być muszą, ale jak komuś zależy i bierze psa do pracy np., to nie robi różnicy :-) i tak nie zostawi go samopas w ogórku :-)

    Odpowiedz
    • Wszystko zależy od podejścia i zrozumienia potrzeb psa. Mieszkanie nie powinno być czynnikiem wykluczającym posiadanie zwierzaka. A tak naprawdę te spacery nie tylko psom są potrzebne. Zawsze jest to powód, żeby się ruszyć. 😉 Trzymamy kciuki za szkolenie i drapiemy szczeniaka za uchem! :) Pozdrowienia!

      Odpowiedz
  • copiesnato, nie wpadajmy w niepotrzebną paranoję, mam psy ow.niemieckie, mają dom w którym śpią, właścicieli z którymi niekoniecznie codziennie chodzą na spacery wyjazdy pokazy treningi itp, oprócz tego na ich nieszczęscie mają jakiś hektar ogrodzonego wybiegu, zaprawdę powiadam Ci że nie wyglądają mi na nieszczęśliwe, większąść populacji psów marnie pędzi żywot na łańcuchu, niedożywiona, niedopieszczona, nieleczona, samotna Ty skupiasz się na paru „panienkach” z problemami behawioralnymi bo z pieskiem kontaktu niemają, litości, ogarnij się i popatrz trzeźwo na świat, bez ściemy, malutki ten od psów

    Odpowiedz
    • Malutki, cieszymy się, że Twoje psy mają wszystko czego potrzebują. W tekście ani razu nie padło stwierdzenie dotyczące wyższości mieszkań nad domami z ogrodem, więc jeśli ktoś tu ma coś ogarnąć, to polecamy czytanie ze zrozumieniem. Chodzi wyłącznie o zwrócenie uwagi na to, że posiadanie ogrodu nie zwalnia opiekuna z czasu, który powinno się poświęcać psu.

      Odpowiedz
  • Za dwa tygodnie w moim mieszkaniu pojawi się wymarzony Whippet – wciąż słyszę od niektórych osób, że „przecież charty muszą tyle biegać, jak on sobie poradzi w bloku”.
    Otóż poradzi sobie. I będzie miał dużo lepsze życie niż wiele psów w tych „wygodnych” domach z ogródkiem.
    Pozdrawiam serdecznie!

    http://blog-dog-lebny.blogspot.com/

    Odpowiedz
  • Nie rozumiem tej odwiecznej wojny blokowicze przeciwko ogródkowcom. Oczywiście ogród nie równa się spacer, ale tak samo jak blok nie równa się spacer. Ja gdybym mieszkała w bloku nie zdecydowałabym się na psa, bo nie wyobrażam sobie, że miałby siedzieć w mieszkaniu 8 godzin. mam ogród mam dużego kudłatego psa, który przy otwartych drzwiach balkonowych spędza 90 procent czasu w ogrodzie z własnego wyboru, no chyba że straszny upał to wybiera kafle w wiatrołapie. Nie widzę potrzeby robienia z niego mojego trzeciego dziecka i wpychania go na siłę do mojego łóżka. Oczywiście spacerujemy. Pozdrawiam : )

    Odpowiedz
    • Daleko nam do tego, żeby psy traktować jak dzieci. Staramy się zwracać uwagę na potrzeby czworonogów, ponieważ uważamy, ze jest to obowiązkiem każdego opiekuna. Przesłanie tekstu jest takie, że posiadanie ogrodu nie zwalnia opiekuna z czasu, który powinien poświęcić psu, także podczas spacerów. :) W tekście nie pojawia się stwierdzenie na temat wyższości mieszkań w bloku nad domami (albo odwrotnie). Pozdrawiamy ciepło!

      Odpowiedz
  • Nasz hasiorek, Loki mieszka w domku z ogródkiem, ale dzień bez 2-3 spacerów nie przejdzie! W tym jeden oczywiście biegiem!
    Nie powiem, bo jest wygodne mieć ogródek, np. w sytuacji z samego rana, gdy psu się już chce, a Tobie jeszcze nie;) – schodzisz w piżamie, uchylasz drzwi, a pies załatwia swoje, a Ty możesz wrócić do ciepłego łóżeczka;)
    Loki, jak ma wybór i tak będzie siedział tam, gdzie wszyscy:)

    Odpowiedz
  • Mieszkam w bloku i ze swoim psem pokonuje codziennie od 20 do 50km. Jestem biegaczem i rano zawsze biegamy po lesie 15-35km i do tego dochodzą 2-3 spacery po lesie, każdy po 0,5-1h. Pies zawsze luzem i od razu zaznaczam że nie goni zwierzyny bo to pies pasterski i musi mieć mnie w zasięg wzroku. I teraz niech ktoś mi powie że pies który spedza całe życie we więzieniu zwanym ogrodem ma lepiej. Niedaleko mnie jest dom z wielkim ogrodem i właściciel ma 2 psy. Na początku biegamy luzem ale niszczyły mu rośliny, kopały itd. więc zamknął je do kojca i WCALE nie wypusza. Rozmawiałem z nim o tym. Takie ” luksusy” mają niektóre psy mieszkające we wielkim ogrodzie. Całe życie spędzone w kojcu

    Odpowiedz
  • Mam dom z ogrodem i dobermana, nie mówie na 1 półtoragodzinny spacer codziennie wychodzimy a pies do domu przychodzi tylko w lato bo jest czarny i się szybko nagrzewa ale nie wyobrażam sobie mieszkania w bloku czyt. wyskakiwanie na dwór jak tylko psu się zachce, demolki, tęsknoty przez 8h dziennie i po spacerze pies nie tak jak u mnie na swój teren z budą 2×2 tylko mokry i brudny do mieszkania

    Odpowiedz
  • Ja również się nie zgodzę. Podać przykład błogosławieństwa doma z ogródkiem? Nauka wychodzenia na dwór kiedy pies ma 8-24 tygodnie. Tak. Można używać podkładów higienicznych ale jaka wygoda przy nauce jak widać że pies chce załatwić potrzebę i masz „na ogrodek” kilka metrów? Nauka taka trwa błyskawicznie bo pies szybko łapie że jest wielki aplauz za to, że nie korzystał z podkładu a „chciał wyjść”. A już nawet nie chce wspominać że nasz pies na ogródku uwielbia ścigać wiewiórki, golebie, rudziki, pomaga przy pracach ogrodowych czy cieszy się z wody z węża ogrodowego czy dziececej plastikowej piaskownicy napełnionej woda zamiast piasku. O nauce agility na wlasnym ogródku nawet nie chce wspominać. Ale luzik. Artykuł jedyne na co naskakuje to na ludzi którzy „uważają że ogrodem zastępuje spacer” lub też jest próba udowodnienia komuś że pies który jest z bloku i ma spacery jest szczęśliwy bo nie korzysta z ogródka? Dziwne podejście. Naprawdę dziwny wpis. Z którym za nic nie mogę się zgodzić. Ja kupując szczeniaka szykowalem pod niego ogród a przez ostatnie 3 miesiące przeglądam ogłoszenia w poszukiwaniu domu z większym ogrodem i żeby niedaleko domu był park, bo mój pies spędza czas bardzo aktywnie bo wiem że jego stymulacja różnymi bodzcami jest niezmiernie ważna żeby był szczęśliwy. Ale luz… Zróbmy artykuł że ogródek w domu jest przekleństwem….

    Odpowiedz
    • Sęk w tym, ze to nie jest wpis anty-ogrodowy. :) Posiadanie ogrodu to świetna sprawa, ale nie zwalnia opiekuna z obowiązku zapewnienia psu innych bodźców np. podczas wspólnych spacerów. Przez lata obie mieszkałyśmy w domach z ogrodami, teraz obie mamy psy w mieszkaniach i żadna krzywda im sie nie dzieje, co często słychać w przestarzałych opiniach. Wszystko zależy od podejścia. Zobacz ile czasu poświęcasz psu w ogrodzie – „agility”, „pomaganie przy pracach ogrodowych” itp. – to implikuje kontakt z człowiekiem i właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Z całą pewnością dla Twojego psa nie byłoby tak cudownie, jakbyś ograniczył kontakt do minimum i cale dnie spędzałby sam odizolowany od opiekuna. Założymy sie, ze nawet ściganie gołębi nie byłoby wtedy tak przyjemne.

      Odpowiedz
  • Kochani, wszystko OK. Pies potrzebuje spacerów. Jednak treść wpisu delikatnie sugeruje, ze osoby, które nie są w stanie dać psu codziennie kilku spacerów nie powinny adoptować psa. Błąd błąd błąd. Nie ma nic gorszego dla psa niż schronisko, w którym wiecznie czuwa, a jego poziom kortyzolu jest tak wysoki, ze po adopcji stabilizuje się nawet przez rok. Pies potrzebuje domu. Jedni dadzą lepszy inni gorszy, grunt aby odpowiedzialny! Tak wiec adoptujcie!

    Odpowiedz
    • Nie, wpis sugeruje, ze zostawienie psa w ogrodzie na cały dzień i ograniczenie do minimum kontaktu z człowiekiem, nie jest dobrym rozwiązaniem, jeśli uważasz sie za dobrego opiekuna, który rozumie potrzeby swojego czworonoga. I dom z ogrodem i mieszkanie w bloku mogą być komfortowym miejscem do życia, a obiegowe opinie dot. konieczności posiadania ogrodu nie są zgodne z prawda. Nie ulega dyskusji sie z tym, ze psy w schroniskach potrzebują domów, wiec adopcje jak najbardziej popieramy. Pozdrowienia!

      Odpowiedz
  • Justyna says:

    My przeprowadziliśmy sie z bloku do domku z ogródkiem z naszym psiakiem. Zaadoptowaliśmy drugiego psiaka, ale zachowujemy sie dość podobnie jak w mieście. Psiaki nigdy nie siedzą same w ogrodzie, zawsze im towarzyszymy i „zabawiamy”, codziennie przynajmniej jeden spacer po okolicy minimum 30-40 minut, ale częściej godzina-dwie. W weekendy zawsze jedziemy gdzieś dalej na jakieś szlaki, nowe zapachy i nowych znajomków 😉

    Odpowiedz
  • „przeciętny pies śpi około 15 godzin w ciągu doby, więc sama natura jasno określa, że nie musi być aktywny non stop”

    Wut? Nawet jeżeli, to 24 (doba) – 15 (sugerowana ilość godzin snu psa) = 9 h.

    Od 21.00 (np. ostatni spacer) do 7.00 (np. pierwszy spacer) mamy 10 godzin. Zatem wg tej informacji, PRZECIĘTNY pies w ciągu CAŁEGO DNIA (od 7 do 21) – w ciągu pozostałych 14 godzin – dośpi tych 5 godzin. W pracy jesteśmy np. 8 h. Więc nasza obecność z psem w domu to TYLKO GODZINY JEGO AKTYWNOŚCI. Zwłaszcza, że pies do naszego trybu życia chcąc nie chcąc, ale się przyzwyczaja i dopasowuje z biegiem lat.

    Co ta informacja o ilości snu, sugerująca jej taką wielką górę, wnosi do kwestii konieczności zapewnienia ruchu, aktywności? Nic prócz tego, że trochę pobłaża tym, którzy tego swoim zwierzętom nie zapewniają. Bo przecież pies śpi 15 h w ciągu doby i na tej podstawie „nie musi być aktywny non stop”. No tak – śpi w nocy, a w ciągu pozostałych 14 godzin – jedynie 5. Nas nie ma min. 8…

    Matematyka nie współgra z klimatem tego wpisu. Co więcej – pies nie musi (i nie śpi) jednym ciągiem. Śpi „wyrywkowo”. Więc aktywność powinien mieć zapewnioną pomimo tego, że sypia, weźmy też pod uwagę ile śpią młodsze psy, ile starsze etc… :/

    Odpowiedz
  • Małgosia says:

    Bardzo dobry tekst, zgadzam się z nim całkowicie:)
    Jestem byłą mieszkanką bloku z 2 psami wtedy, a teraz domu z ogródkiem z 3 psami. Oba psy z bloku stwierdziły, ze podwórko jest super świetne i postanowiły tam zamieszkać. Owszem, czasem zaglądają do domu, ale wolą podwórko, a jak pada to chowają się do budy zamiast do domu – nad czym ja ubolewam. Do domu przychodzą na noc :) Ale… pomimo to mamy 2 spacery dziennie, bo psy nie chcą załatwiać się na podwórku :) Natomiast nowe psie staruszki, które spędziły życie przy budzie w zasadzie mogłyby z domu nie wychodzić:)
    A zmierzam do tego, że dom rozleniwia właściciela… i że KAŻDY pies powinien choć raz dziennie wyjść na spacer, mieć nowe bodźce, poznawać świat, ludzi, inne zwierzęta.
    Czasami jak patrzę na te podwórkowe (niestety często właśnie ON-ki), niezsocjalizowane ze światem zewnętrznym psy to modlę się, żeby nie nawiały z podwórka, bo albo będą przerażone albo agresywne.
    A więc drodzy właściciele ogródków i psów: NA SPACER ! Obie strony na tym skorzystają :)

    Odpowiedz
  • „Pamiętajcie, że przeciętny pies śpi około 15 godzin w ciągu doby, więc sama natura jasno określa, że nie musi być aktywny non stop. ”

    Trochę mija się to z prawdą i wprowadza w błąd w kontekście całego artykułu. Po nocy nie zostanie wiele godzin na spanie w ciągu dnia. Skąd pies ma wiedzieć, że ma spać w godzinach naszej pracy? Od kiedy pies śpi nieprzerwanym ciągiem? J

    PS. Dlaczego cenzurujecie Internet i usuwacie komentarze ludzi, którzy mają trochę inne zdanie niż Wy?

    Odpowiedz
    • Cześć Olga i Kasper – komentarze z jednego IP, więc pozwólcie, że odpowiem w jednym komentarzu.

      Nie bardzo wiem, o co Tobie/Wam chodzi, czytając „15h w ciągu doby” chyba łatwo się domyślić, że nie chodzi o spanie non-stop, ale najwidoczniej nie jest to takie oczywiste.
      Przy okazji, pozdrówcie Natalię z psiemyślenia.pl, chyba że wkradliście się jej na pocztę, łobuzy. 😛 Komentarze przed opublikowaniem na blogu muszą zostać zaakceptowane, a to trwa – wbrew pozorom poza blogiem mamy normalne życie. 😉

      Odpowiedz
  • Agnieszka says:

    Dzień dobry,
    A ja miałam Burka, psa warszawskiego, blokowego z którym wyprowadziliśmy się na wieś – do ogródka :)
    I pamiętam jego wiecznie rozczarowaną minę kiedy wypuszczałam go na dwór na poranny spacer a jego wzrok mówił: a ty ze mną nie idziesz? I szał radości jak szliśmy się przejść choćby „do drogi” czyli jakiś kilometr w obie strony. Mógł sobie sam tam biegać ale wolał ze mną. I tak jak w bloku przesypiał prawie cały dzień w domu mając do dyspozycji ogródek dostępny non stop.
    I dlatego zżymam się słysząc: nie wezmę psa bo w bloku będzie się tylko męczył. Bo psy mając kontakt ze swoim właścicielem i zapewnione spacery żeby mogły się wybiegać wcale się w bloku nie męczą. A na pewno zdecydowanie mniej niż w schronisku.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Całe dorosłe życie mieszkam w bloku i w tym czasie przez nasz dom przewinęło się kilka psów. I uważam, że nawet duzy gabarytowo futrzak wcale sie w bloku nie męczy, jeśli opiekunowie spędzają z nim czas aktywnie. Gdy pojechaliśmy po naszego obecnego psa, to w pierwszych minutach rozmowy hodowczyni zapytała o miejsce zamieszkania i po usłyszeniu „blok” stwierdziła „o, no to super, bo szczeniak będzie więcej czasu z wami sędzał”. Sama prawda. Siostra ma dom z ogródkiem i haszczaka ze schroniska. Kocha psisko, dba o niego, ale widzę czasami ten jego tęskny wzrok z niema prośbą „może ktoś mnie zabierze na spacer, chociaz po okolicy”. My z naszymi psami codziennie jedziemy za miasto. Świątek, piątek czy niedziela. Jedyne, co nas z tego zwalnia, to obłożna choroba albo pogoda taka, ze pies odmawia wyjścia :P. I tak sobie funkcjonujemy dwadzieścia kilka lat, do tego doszło, że jak nie wyskoczę na spacerek, to dostaję głupawki – ja, nie pies :D.
    Dla mnie domek z ogródkiem, z którego pies nigdy nie wychodzi, to takie większe więzienie – ale nadal więzienie. Bez nowych bodźców, bez ciekawych miejsc, nowych zapachów, atrakcji, kolegów. Strasznie smutne jest psie życie ciagle w jednym miejscu.

    Odpowiedz