Z Antonią do Puszczy Białowieskiej

Antonia wyroznienie

Wiecie w jaki sposób poznaję naprawdę dobrą książkę? Fabuła wciąga tak, że dzięki niej szybko zapominam gdzie aktualnie jestem. „Wilki” autorstwa Adama Wajraka zabrałam ze sobą na ostatni urlop i muszę przyznać, że zamiast na plaży, lądowałam myślami w Puszczy Białowieskiej. Ale, ale! Nie spodziewajcie się kolejnej recenzji tej nota bene, bardzo ciekawej lektury. Wpis poświęcam bohaterce zupełnie wyjątkowej, która odegrała ogromną rolę w poznawaniu wilczego świata. Poznajcie Antonię, która choć na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo niepozorna, okazała się utalentowanym psem tropiącym.

 

plaza

Piękna plaża i ocean… a ja myślami z wilkami w Puszczy Białowieskiej. :)

 

„Nie chcę takiego psa!” 

Przeznaczenie?

Jak bardzo mylił się autor „Wilków” wypowiadając te słowa na widok suczki! Sam zresztą to przyznał, kiedy okazało się, że Antonia odkryje przed nim nieznany wcześniej świat Puszczy Białowieskiej. Pod dach Adama Wajraka i jego partnerki, Nurii Selvy Fernandez, Antonia trafiła przypadkiem. Każdym elementem swojego wyglądu odbiegała od wymarzonego przez autora książki „psa podobnego do wilka”. Już pierwsza strona wita opisem czworonoga, który sądząc po zdjęciach, wiernie oddaje rzeczywistość:

Coś, co Nuria właśnie mi przedstawiała, wyglądało kiczowato: rude, z białym kołnierzem i białymi skarpetkami. Do tego pękaty kadłubek na cienkich długich łapkach. I łeb z odstającymi uszami, które po załamaniu zamieniały się w klapnięte uszy. Długi pysk, trochę jak u mrówkojada, a na jego końcu spory nochal. Do tego małe rezolutne oczka.

antonia 2

Antonia nie przypominała wymarzonego w dzieciństwie wilka…

Rzeczywiście do wilka albo północniaka Antonii było daleko. Wkrótce jednak okazało się, że suka idealnie odnalazła się w nietypowych warunkach panujących w Puszczy i w domu swoich opiekunów. Będąc pojętnym stworzeniem, szybko nauczyła się, że turyści to wspaniałe źródło dodatkowego jedzenia, a nieobecność właścicieli w domu to świetna okazja do wylegiwania się w ich łóżku. Wyłudzanie smakołyków i okupowanie kanapy to umiejętności dobrze opanowane przez większość znanych mi czworonogów, więc dużego wrażenia na mnie nie zrobiły. Ale mało który pies jest w stanie bez żadnego szkolenia i treningu wytropić padlinę w puszczy.

Zaciekawieni?

 

Jak znaleźć padlinę? I po co?

Powodów do szukania padliny było wiele. Podstawowym była praca doktorska Nurii Selvy Fernandez dotycząca padlinożerców. Wbrew pozorom znalezienie ofiar drapieżników okazało się większym wyzwaniem, niż początkowo zakładano. Tropienie rysi i wilków stawało się realne zimą, kiedy w puszczy leżał śnieg, przez co ślady zwierząt stawały się wyraźne. A na to trzeba było czekać miesiącami (przy założeniu, że zima będzie śnieżna). Kilkanaście lat temu technika nie pozwalała jeszcze na dokładne śledzenie zwierząt przy pomocy obroży telemetrycznych. (Swoją drogą, polecam Wam fragment, w którym Wajrak opisuje próby namierzania nadajników GPS oraz szukanie padliny na podstawie zachowania kruków – szalenie ciekawe i jednocześnie abstrakcyjne!). Poza tematami naukowymi, autor zwraca uwagę na to, że sam był ogromnie zafascynowany wilkami, a zlokalizowanie padliny dawało szansę na spotkanie z watahą.

Brak padliny powodował przestój w badaniach, a frustracja bohaterów książki narastała. Nuria, najwyraźniej intuicyjnie, coraz bardziej naciskała, aby włączyć do poszukiwań Antonię. Kiedy nadarzyła się okazja, pies okazał się prawdziwym darem losu. Jeden z moich ulubionych fragmentów książki idealnie to obrazuje:

Nie czuliśmy padliny, na drodze nie było wilczych tropów, nie słychać było kruków. Nic, ale to nic nie wskazywało na to, że znajdziemy tu coś interesującego. – Szukaj – powiedziałem do Antonii, bo niby co miałem jej powiedzieć? Nic mądrzejszego nie przychodziło mi do głowy (…). Tymczasem ona podniosła swój dziwaczny pysk a la Lassie w górę, wciągnęła powietrze do nosa, po czym opuściła go do ziemi i pociągnęła mnie za sobą.

Właśnie wtedy ten niezwykły pies pierwszy raz doprowadził swoich opiekunów do jelenia, którego tydzień wcześniej zabiły wilki.

To dobry moment, żeby zastanowić się, co by zrobiły w takiej sytuacji Wasze psy. Odi po komendzie: „Szukaj!” prawdopodobnie ziewnęłaby lub obdarzyłaby mnie spojrzeniem w stylu „o co Tobie u licha chodzi?„. Chociaż kto wie? Może drzemią w niej jakieś ukryte instynkty super-tropiciela? 😀

 

Umiejętności Antonii sprawiły, że stała się sławna. A ta sława, mogła być dla niej niebezpieczna.

Umiejętności Antonii sprawiły, że w niektórych kręgach stała się sławna. A ta sława, mogła być dla niej niebezpieczna.

Jak to w ogóle możliwe?

Przez lata nikt nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Jakim cudem pies bez żadnego szkolenia, tak doskonale radził sobie w tropieniu padliny?

Znajdowała je zawsze tak samo szybko jak za pierwszym razem. Nos do góry, nos do dołu i już byliśmy przy wilczej ofierze. (…) To co się stało, traktuję trochę w kategoriach cudu.

Autor książki stawia jeszcze jedno pytanie – dlaczego Antonia nie bała się wilków, tak jak inne psy? Większość przedstawicieli jej gatunku wyczuwając watahę zwiewa w panice gdzie się da.

Szybko okazało się, że umiejętności Antonii mogą być bardzo cenne dla kłusowników. Z względu na jej bezpieczeństwo, o tych nieprzeciętnych zdolnościach nie dowiemy się z wcześniej wydanych książek. Wajrak postanowił, że nie opisze ich dopóki pies żyje, nie chcąc w żaden sposób narażać jego zdrowia.

 

antonia last

Antonia dożyła w spokoju sędziwego wieku.

Poza wyjątkową Antonią, muszę przyznać, że „Wilki” to lektura niezwykła i jednocześnie frustrująca. Niezwykła, bo wciąga czytelnika w głąb świata, którego nie znamy, a frustrująca, bo kiedy chcesz więcej i więcej, nagle okazuje się, że jesteś już na ostatniej stronie.

Czułam się mniej więcej tak:

ksiazki

 

Naprawdę warto przeczytać. Nie tylko ze względu na motyw psa. :)

K.


 

*Wszystkie cytaty i zdjęcia zamieszczone w powyższym tekście pochodzą z książki pt. Wilki, autorstwa Adama Wajraka. 

 

 

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • „Wilki” zdecydowanie zajmują miejsce w pierwszej dziesiątce moich ulubionych książek. Fajnie, że zwróciłyście uwagę na postać Antonii, zresztą chyba dla każdego psiarza czytającego tą książkę Antonia będzie najciekawszą postacią 😉 A do fragmentu z przedstawieniem panu Adamowi Antonii przez Nurię podchodzę z ogromnym sentymentem. Identycznie było u nas z Luną, kiedy Brodaty zająknął się, że może byśmy ją adoptowali. Powiedziałam dokładnie te słowa: „Nie chcę takiego psa”. Okazało się, że jednak chcę. Mam nadzieję, że chodzi o przeznaczenie :)

    Odpowiedz
    • Jestem pewna, że to właśnie przeznaczenie! :) U mnie też „Wilki” wysoko się plasują na liście ulubionych. Teraz planuję przeczytać wcześniejsze książki Wajraka i mam nadzieję, że będą równie dobre. Pozdrowienia! :)

      Odpowiedz
  • Ta książka znalazła się na liście „do przeczytania”, ale zanim do niej dojdę trochę wody w Wiśle przepłynie. 😉 Ale miałam okazję już czytać książkę Wajraka, więc myślę, że i ta będzie bogata w opisy przyrody jak i zwierząt. :)
    Bardzo mądrą decyzję podjął, że wcześniej nie opisał zdolności Antonii i nie chwalił się nią całemu światu.
    Co do szukania w lesie i nie tylko. U mojej Psicy wydanie komendy spowodowałoby wciągnięcie mnie w głęboki las, ale co by znalazła – nie wiem. 😉 Na pewno nie natrafiłybyśmy na dziki – to już mamy przetestowane. 😉

    Odpowiedz
    • To powiem szczerze, że warto do tej książki przysiąść szybciej. :)
      Wajrak opisał historię psa, który miał podobne zdolności w tropieniu i niestety przez tę sławę (i jednocześnie waleczność), stracił życie. Można się domyślać, że właśnie z tego powodu nie chciał ryzykować zdrowia Antonii. Opisów przyrody i osobliwych zachowań zwierząt jest całe mnóstwo. :)

      A Twoja Psica boi się dzików? Czy po prostu nie są dla niej interesujące? :)

      Odpowiedz