Wszędzie z psem? Nie zawsze!

odik

Od najmłodszych lat rodzice wbijali mi do głowy, że zwierzęta czują i zasługują na szacunek, a opieka nad nimi powinna polegać nie tylko na karmieniu, wyprowadzaniu na spacer i zabawie, ale przede wszystkim na zrozumieniu ich potrzeb. Znając charakter i temperament swojego czworonoga, jesteśmy w stanie, przynajmniej w teorii, zapewnić mu komfortowe życie. Ale wiadomo, że to „dobre życie” nie ma uniwersalnej definicji, tak samo jak nie ma jednego zestawu psich potrzeb. Czasami chcąc uszczęśliwić własnego czworonoga, możemy mu zgotować tylko niepotrzebną nerwówkę.

 

Jak to zwykł mawiać jeden z dziwnych nauczycieli w moim liceum: varietas delectat, czyli różnorodność cieszy. O ile jesteśmy w stanie przyjąć, że ludzie różnią się od siebie i mogą mieć odmienne upodobania i charaktery, tak w przypadku psów nie jest to takie oczywiste. Ale staramy się. Świadomość psich potrzeb rośnie, jest więcej szkoleń, treningów, artykułów, blogów. Chcemy, żeby wszystkim psom żyło się lepiej, a przede wszystkim naszym. Tylko co tak naprawdę może zapewnić psu szczęście? Kiedy jest nakarmiony, wybawiony, wybiegany, wyczesany, wygłaskany, miał trening, spotkanie z psimi kumplami, wykąpał się w jeziorze… Co jeszcze dodać do tej listy? I tu wchodzimy na równię pochyłą, bo zaczyna nam się wydawać, że pies musi mieć bardzo urozmaicone życie, więc trzeba go ze sobą zabierać… WSZĘDZIE. A to jest, Moi Mili, błąd, fatal error, strzał w kolano i pomyłka w jednym.


ide z toba

To gdzie idziemy teraz?

Zanim się posypią gromy na moją głowę, powiem Wam, gdzie nigdy psa nie zabieram. I dlaczego uważam, że robię to tylko dla jego dobra.

 

  • GŁOŚNO, TŁOCZNO, GORĄCO

Kiedy idę na jakąś imprezę masową, koncert, obchody dnia „czegoś tam” i widzę psa stojącego obok głośników, od których ziemia drży, mam ochotę mordować. Psy słyszą znacznie lepiej od ludzi, więc głośna muzyka nigdy nie będzie dla nich niczym przyjemnym. Chyba każdy choć raz był na koncercie, po którym był przygłuchy. Po co serwować takie atrakcje psom? Sama niezbyt dobrze czuję się w zatłoczonych miejscach, więc nie funduję tego typu rozrywek Odinie. Jeśli wiem, że danego dnia będę na jakiejś imprezie albo zawodach, idziemy wcześniej na bardzo długi i przyjemny spacer. Nie wydaje mi się, żeby coś wielkiego traciła, jeśli musi zostać w domu. W sezonie triathlonowym wyprawy na zawody to standard, ale psa zabieram tylko wtedy, kiedy wiem, że 1. temperatura będzie umiarkowana, 2. okolica sprzyja spacerom (np. zawody w Olsztynie nad jeziorem Ukiel były super, ale okolice mety w Gdyni byłyby dramatem organizacyjnym), 3. hotel jest w zasięgu kilku minut, więc w razie czego mogę spokojnie odprowadzić Odi do pokoju. Podczas zawodów widzę bardzo wiele psów, które zupełnie nie odnajdują się w tym amoku. Megafony organizatorów, doping kibiców i muzyka łupiąca z głośników nie poprawiają sytuacji. I gdzie tu psi komfort? Nie sztuka zabrać psa ze sobą wszędzie. Sztuką jest zapewnić mu odpowiednie warunki.


zawody

Zabierając psa na imprezy masowe albo zawody sportowe, trzeba pamiętać o jego komforcie.

  • PIESEK OD GŁASKANIA

Temat dotykania psów był wielokrotnie omawiany, ale w Wiśle jeszcze dużo wody upłynie zanim do wszystkich trafi jedna prawda: nie wszystkie psy lubią być dotykane. Zwłaszcza przez nieznajomych! Nie cierpię kiedy ktoś kogo nie znam staje blisko albo próbuje mnie dotknąć, więc nie wymagam tego od Odi (choć jeśli już do takiej sytuacji dochodzi zachowuje się bez zarzutu). Wiedząc jednak, że nie są to dla niej najbardziej komfortowe okoliczności, staram się je ograniczać. Dlatego Odi nie jeździ ze mną na wszystkie imprezy rodzinne albo spotkania ze znajomymi, jeśli wiem, że nie będę mogła zapewnić jej świętego spokoju i ciągle będzie celem ataków klonów bajkowej Elmirki. Gdzieś z tyłu głowy mam też to, że Odi, choć spokojna, jest tylko psem i nie mogę jej spuścić z oka w towarzystwie dzieciaków, których na tego typu spotkaniach nie brakuje. Egoizm? Nie. Odpowiedzialność za równowagę psychiczną mojego psa i bezpieczeństwo innych.


glaski

Głaskanie owszem, owszem, ale najlepiej w domu.

  • WPADAMY Z WIZYTĄ

Nie wpadam nigdy z niezapowiedzianymi wizytami, a tym bardziej nie wbijam się do nikogo z psem. Nawet przy mojej wielkiej miłości do tych stworzeń wolę wiedzieć kto i kiedy do mnie przyjdzie. Może ktoś akurat wypastował sobie podłogę? Albo okazało się, że ma alergię na psie kłaki, a zapomniał Ci o tym powiedzieć? Albo jego pies lub kot nie czują się z takimi wizytami komfortowo? Jest bardzo dużo potencjalnych powodów, więc trzeba szanować i liczyć się z wolą właściciela mieszkania.

 

  • OLE, OLE, OLE!

Euro 2016 trwa w najlepsze, więc jest to świetna okazja do spotkań ze znajomymi. Co można robić podczas kibicowania? Drzeć się (momentami jakby nas coś opętało, zwłaszcza kiedy graja nasi!), komentować głośno to co się dzieje na ekranie, pić i wznosić różne okrzyki bojowe. W przypadku pro-kibiców, zaangażowanych nie tylko werbalnie, okrzyki są potęgowane przez podskoki, obejmowanie i taniec. Napięcie jest wielkie, radość albo ból przegranej też. Teraz wczuj się człowieku w swojego psa i zastanów się, jak powinien zareagować na nieznajomego, który np. wydziera się ze złością do telewizora, a, że w pubie mało miejsca, to robi to dokładnie nad Twoją głową? I w dodatku jego mowa ciała nie wróży niczego dobrego, bo i cały napięty i ruchy gwałtowne i krzyki też jakieś takie mało zachęcające… Śmiem twierdzić, że nawet najspokojniejszy pies może się zaniepokoić. Może na czas meczu warto psu dać święty spokój i tylko w ludzkim towarzystwie napawać się magią futbolu? :) Oczywiście, zawsze znajdą się wyjątki, bo być może macie mega spokojną miejscówkę dla psów, która świetnie spełnia swoją role. Wystarczy tylko ją znaleźć.


kibic

Kibicowanie w domowych warunkach to zupełnie inna sprawa, ale też palma odbija. :D

  • WYJAZDY

Wakacje z psem to temat newralgiczny, bo generalnie wszystkie pro-psie akcje tego typu bardzo pochwalam. Ale… ale nie wyobrażam sobie, ze zabieram Odi na rejs po Bałtyku (choroba morska to zło!). Albo do Australii (lecieć z psem samolotem tyle godzin do miejsca, w którym wszystko może Cię pożreć?)! Albo do kraju, w którym słońce nie przypala Cię tylko wtedy, kiedy wysmarujesz się filtrem +milion! Albo do miasta typu Nowy Jork, Londyn czy nawet Paryż. Nie chcę mieć z tego powodu wyrzutów sumienia, bo uważam, że w życiu warto zachować równowagę, a podróżować bardzo lubię. Dlatego swoje wyjazdy dzielę na te z psem i bez psa. Z psem – miejscówki w klimacie umiarkowanym, gdzie dojazd nie jest masakrycznie długi, a tras spacerowych multum. (Jak to robić naprawdę dobrze, możecie przeczytać u Makulskich – makulscy.com albo na blogu Podróże z psem.) I te bez psa – gdzie podróż już nawet dla mnie jest męcząca, klimat bywa ekstremalny, a psich miejscówek jak na lekarstwo. O tym jak różnie mogą reagować psy na to samo miejsce, pisała ostatnio Zosia w poście o Chorwacji. Trzeba też wziąć pod uwagę, że nie wszystkie zwierzęta dobrze znoszą podróż, więc jeśli mają chorobę lokomocyjna, nie ma sensu serwować im drogi przez mękę. I teraz pytanie – czy to czyni ze mnie egoistkę? Nie. Dbam o to, żeby mój pies przebywał tylko tam, gdzie dobrze się czuje. Odi nie jest zbyt energicznym psem, nie potrzebuje dużo ruchu, największe szczęście maluje się na jej rudym pycholu kiedy leży na kanapie. Jeśli mogę jej zapewnić odpowiednią opiekę podczas mojej nieobecności, to i tęsknotę wywołaną rozłąką jakoś zniesiemy.


rownowaga

1. Vesper szczęśliwa po spacerze. 2. Odi zniesmaczona krzykami kibiców podczas zawodów. 3. Podbijamy Mazury! 4. Chillout w ogrodzie.

  • ZAKUPY

Zawsze fascynuje mnie ilość czworonogów pozostawianych pod sklepami. Małe i duże, yorki, labradory, bordery. Do wyboru, do koloru. Maksymalnie widziałam pod jednym, osiedlowym sklepem 6 psów, z czego tylko dwa były przywiązane. Cała reszta eksplorowała okolicę. Wielokrotnie widziałam też, że zupełnie nieznajomi ludzie podchodzą pogłaskać psy, kiedy ich opiekunowie robią zakupy. I powiem Wam – nie na moje nerwy takie klimaty. Za dużo jest złych rzeczy, które mogą się wydarzyć, żebym ze spokojem zostawiła Odi przed sklepem. Kradzieże psów to jedno (zdarzają się naprawdę często!), ale pies może też: pogryźć innego psa, pogryźć człowieka, uciec, zostać zaatakowanym, tak jak ten biedak na tym filmie. Nigdy nie podejmuję takiego ryzyka.

 

  • W NIEZNANE!

Rzadko zabieram Odi do kawiarni i restauracji, których sama wcześniej nie sprawdziłam. Choć wiadomo, że internet jest teraz pełen informacji o psiolubnych miejscówkach, wolę wiedzieć jak to wygląda w rzeczywistości. Liczy się dla mnie to, żeby pies miał spokojne i w miarę chłodne miejsce. Staram się wybierać miejsca przestronne, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy chcą jeść w towarzystwie zwierząt. Jeśli w kawiarni jest ciasno, trudno wymagać od innych, żeby przeskakiwali przez psa. Dla żadnego człowieka ani czworonoga nie będzie to komfortową sytuacją. Odi mała nie jest i swoje waży, więc na kolana jej nie wezmę. :) W nieznane wybieramy się tylko po to, żeby odkrywać nowe spacerowe trasy.


hop

Odkrywanie nowych tras, to frajda dla obu stron.

Jaka jest puenta? Staram się zapewnić Odi szeroko pojęty komfort i równowagę. Wierzę, że właśnie to jest punktem wyjścia do zdrowych relacji. Bycie odpowiedzialną za zwierzę obliguje mnie do tego, żeby wybierać to, co dla mojego psa najlepsze. Dotyczy to nie tylko jedzenia, posłań czy weterynarzy, ale również tego, że nie narażam go na niepotrzebny stres albo podróże ponad siły. Każdy pies jest inny, więc sami musicie ocenić, co jest dla niego najlepsze. I broń Boże nie chodzi o to, żeby zwierzaki siedziały zamknięte w domach! Warto tylko zastanowić się, czy czasami nie próbujemy uszczęśliwić psa na siłę, pozbawiając go spokoju, który jest bardzo wysoko na liście psich potrzeb. To co? Lecicie na spacer czy na koncert? 😉

K. 

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • Święta prawda! Co do podróży, kuzynka mieszkająca w Bangladeszu ostatnio adoptowała psa i… Za dwa dni przylatuje z nim do Polski (a futro ma spokojnie z 40 kg więc leci razem z bagażem). :’)
    Ja do głaskania Zeusa przez o obcych ludzi już nie mam siły. Mam nietykalnego psa. Sobota, idziemy na spacer. Po drodze widzę biegające dziecko w wieku przedszkolnym, a obok mamusię ze smartfonem w ręku, która piszczy: ”No idź, pogłaszcz pieska, patrz jaki misiu”. Zauważyłam też, że ludzie nie zbliżają się do psów w kagańcach, więc mam sposob na wyprowadzenie psa w spokoju. 😀
    Cudowne ostatnie zdjęcie. Nie wiedziałam, że Odi to taka chudzina.
    Pozdrawiamy serdecznie.

    Odpowiedz
    • To mocno trzymam kciuki za podróż! Na pewno to będzie spore wyzwanie, bo waga psa konkretna, a lot też długi. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie jak z płatka. Z głaskaniem i dotykaniem też mamy problem i mam wrażenie, że niestety do niektórych osób nic nie trafia. Wierzyłam w kaganiec do momentu, kiedy jedna nawiedzona kobieta ściągnęła go z pyska psa moich rodziców… „bo przecież jej nie ugryzie!”.
      Odi teraz i tak jest grubełem, jak na siebie. :) Jakby mogła, żyłaby powietrzem, więc utuczenie tego psa to dość trudne zadanie. Pozdrawiam ciepło! :)

      Odpowiedz
    • To szelki Front Range ze skelpu tiptop24 . pl. Używamy je od dawna i sprawdzają się naprawdę świetnie, to jedne z lepszych modeli jakie nosiły nasze psy.
      Pozdrawiamy również! :)

      Odpowiedz