Szczeniaku, zachowuj się jak należy!

szczeniak1

Tak już mam, ze kiedy w TV pojawiają się reklamy z psami, nie mogę przejść obok nich obojętnie. W większości przypadków na ekranie hasają wtedy rozkoszne, biszkoptowe labradorki, a umówmy się,  kto ich nie lubi? W dodatku świat wygląda pięknie, ich opiekunowie uśmiechają się szeroko, a naszym oczom ukazuje się sielanka w 30-sekundowym wydaniu. Niby tylko reklama, ale buduje w głowach obraz idealnego życia ze szczenięciem. A kiedy przychodzi co do czego, kiedy w domu mamy już małego czworonoga, okazuje się, ze telewizja kłamie, a o błogostanie można zapomnieć. Tak, tak, to właśnie ten moment kiedy pierwszy raz wpadliście w pułapkę oczekiwań wobec swojego szczeniaka, a przecież „miało być tak pięknie”!


FRUSTRACJA

Biorąc pod uwagę to, że ze szczeniętami mam do czynienia regularnie od kilkunastu lat, nie obawiałam się życia z maluchem pod jednym dachem. Wiedziałam, że Zuki będzie mieć fazy głupawki, że nasze spacery będą wymagały potężnej dawki cierpliwości (bo albo ciągnie na smyczy jak koń albo zapiera się jak osioł), że ułożenie relacji z Odi będzie trwało i wymagało ciągłej kontroli z mojej strony. Wiedziałam, że szczeniak będzie podgryzać ręce, wyszukiwać śmieci w domu (choć wydawało mi się, że wszystko zabezpieczyłam i że jest czysto), że moje sznurówki będą celem ostrych jak igły zębów. Naprawdę wiedziałam o tym wszystkim. Ale przyznaję bez bicia, że nawet mając świadomość tego, jak wymagające mogą być pierwsze tygodnie ze szczeniakiem, wpadałam w fazę frustracji. Na przykład wtedy, gdy po długim spacerze Zuki wracała do domu i choć w ciągu ostatniej godziny sikała co najmniej 838 razy, robiła wielką kałużę na podłodze w salonie. Albo gdy bez opamiętania gryzła moje ręce albo nogawki przy każdej możliwej okazji. Albo kiedy nad ranem waliła łapami w miskę z wodą mocząc się do połowy, żeby zaraz potem wpaść z impetem do łóżka, na które, nota bene, nie chcę, żeby wskakiwała bez pozwolenia. Nie mówiąc już o masie innych irytujących zachowań, które z dumą prezentował i prezentuje każdego dnia ten rozbójnik. Gdzie tu cudowne życie, kiedy podłoga zasikana, a nogi od drewnianego stołu obgryzione? Weź trzy wdechy i ochłoń, bo nie dzieje się nic złego. Musisz tylko zapanować nad swoimi oczekiwaniami względem psiego dzieciaka, które nie robi Ci na złość. Jest po prostu małym psem w wielkim i nieznanym świecie.


copiesnato4

Że niby co znowu źle zrobiłam?

ZROZUMIENIE

Pierwsza rada jest taka: Czas zrozumieć, ze zdecydowana większość zachowań, które irytują Cię w Twoim szczeniaku, jest typowa dla danego wieku. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pracować nad ich zmianą. Szczeniaki robią szczenięce głupoty, tak samo jak ludzkie dzieci krzyczą, eksplorują świat, zadają masę pytań, chcą próbować wielu rzeczy. Tyle, że w przypadku dzieci jakoś łatwiej nam to zrozumieć. Moja siostra, na przykład, kiedyś z zapałem przeszukiwała garaż. Zawsze kończyło się to jakąś katastrofą, bo albo zalewała się atramentem (i całe ręce miała przez tydzień niebieskie) albo sprawdzała co się stanie, kiedy klej Tytan (!) do glazury wyciśnie na swoje 4-letnie rączki i je ze sobą złoży. Kleiło jak cholera. Sylwia miała do wyboru dwie opcje – przyjść do moich rodziców po pomoc (mając świadomość, że źle zrobiła znowu wymykając się do piwnicy) albo bojąc się kary, unikać dorosłych, do momentu w którym dłonie odkleją się od siebie w magiczny sposób (co było niemożliwe). Zawsze wybierała opcję nr 1, ponieważ wiedziała, że rodzicom może zaufać, dzięki czemu uniknęła bardzo bolesnych zabiegów w szpitalu. I tutaj dochodzimy do puenty. To jak reagujemy na różne szczenięce wpadki, determinuje relacje z psem w przyszłości. Jeżeli po każdej wtopie np. zsikaniu się w nieodpowiednim miejscu, braku reakcji na przywołanie w psim parku czy rozwaleniu doniczek z kwiatkami, będziemy reagować złością i obsypywać psa karami, ten szybko zakoduje sobie, że lepiej nas unikać, bo wspólnie spędzany czas wiąże się z czymś nieprzyjemnym. Możecie zapomnieć o tym, ze pies przyjdzie do Was w sytuacji zagrożenia albo kiedy nie będzie czul się pewnie np. w nowym otoczeniu. Będzie musiał poradzić sobie z tym sam, co nie zawsze wróży coś dobrego. Nie o to chodzi we wspólnym życiu.


copiesnato1

Szkolenie szczeniaka to przede wszystkim dobra zabawa, dla obu stron!


MAŁE KROKI

Szczenięta szybko rosną, więc na logikę, powinny też szybko dojrzewać, ale nie ma tak lekko. Droga od szczeniaka do dorosłego, opanowanego psa jest długa i wyboista. To co powinno być podstawą naszych działań, to zasada małych kroków w nauce nowych rzeczy. I mam tu na myśli zarówno trudną sztukę odnajdywania się w ludzkim świecie, wynikającą z codziennego obcowania z opiekunem, jak i szkolenie psa, które ma umożliwić nauczenie czworonoga konkretnych umiejętności. Podczas psiego przedszkola czasem zderzamy się z sytuacją, kiedy opiekunowie są tak zdeterminowani, żeby szybko osiągnąć efekty, że ich psy zniechęcają się do wspólnej pracy. Maluchy czują tak dużą presję, że wszystkie zadania stają się dla nich meczące i nieprzyjemne. Widać jak na dłoni, że mimo pysznych smakołyków wykonują polecenia bez zapału i radości albo prezentują szereg innych zachowań – zamiast zareagować na „siad”, zaczynają węszyć, odchodzą, odwracają głowy i unikają kontaktu z opiekunem. W takiej sytuacji wypadałoby odetchnąć i zrobić rachunek sumienia: Czy nie wymagam zbyt dużo od szczeniaka? Czy przez ostatnie dni nie zamęczałem go ćwiczeniami? Czy jestem opanowany i cierpliwy? Czy nauka nowych rzeczy jest dla psa komfortowa i kojarzy się z czymś przyjemnym? Czy mój szczeniak lubi ze mną pracować?


Jeżeli Twój szczenior nie będzie czuć się przy Tobie dobrze i bezpiecznie, nie osiągniesz efektów na jakich Ci zależy. Sesje szkoleniowe ze szczeniakiem powinny być krótkie, interesujące i regularne. Nawet jeśli wydaje Ci się, ze szczeniak opanował już perfekcyjnie jakąś umiejętność, warto od czasu do czasu zrobić proste powtórki ćwiczeń, zamiast ciągle podnośnic wymagania. Treningi powinny być przede wszystkim świetną zabawą i czasem na budowanie więzi opartej na zaufaniu, szacunku i pozytywnych skojarzeniach. A najlepszym wyznacznikiem, czy właśnie tak się dzieje, będzie merdający ogon i utkwione w Ciebie spojrzenie, które mówi „no dalej, co teraz robimy?”.


copiesnato3

Skupienie na każdym zadaniu i merdający ogon to najlepszy wyznacznik czy kontakt z przewodnikiem jest taki, jaki być powinien.

KONSEKWENCJA

Psy dość szybko się uczą co im wolno, a czego nie. A my dość często zapominamy, że to czego uczymy szczeniaka, niekoniecznie musi podobać się nam u dorosłego psa. Jeżeli nie chcesz, żeby pies spał z Tobą w przyszłości w łóżku, żebrał przy stole, kiedy jesz romantyczną kolację ze swoją drugą połówką, skakał na gości albo gryzł dłonie podczas zabawy, nie pozwalaj na to już teraz. Szczeniak utrwala sobie, że to co robi jest dobre i mile widziane przez opiekunów, a za kilka miesięcy będzie trudno go odzwyczaić od tego typu zachowań. Warto przeprowadzić rozmowę z pozostałymi domownikami i ustalić zasady, zanim każde z Was zacznie wychowywać malucha na swój sposób. Konsekwencja i spójność działania są w tym przypadku niezwykle istotne.


USZANOWANKO

Pierwsze miesiące z psem to tak naprawdę ogromne wyzwanie. Taki niepewny i momentami irytujący etap testowania i wyczuwania siebie nawzajem. Jeśli Twój pies kolejny raz zrobi coś co doprowadza Cię do szału, zastanów się czy wina nie leży też w Tobie. Gniewasz się za obgryzione buty? A dlaczego w ogóle szczeniak miał do nich dostęp? Wkurza Cię to, że maluch zaczyna rozrabiać i szuka zajęcia? Pomóż mu je znaleźć, bo właśnie taka jest Twoja rola. Z każdym tygodniem wspólne życie będzie łatwiejsze i bardziej czytelne, przy założeniu, ze zaczniesz rozumieć i szanować potrzeby Twojego psa. I mam tu na myśli potrzeby wynikające nie tylko z jego natury, ale też z wieku, bo przecież „każdy wiek ma swoje prawa„, co sprawdza się idealnie nie tylko w ludzkim świecie.

K.

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • Napiszę tak. Jeśli ogarnia Cię frustracja że Twój szczeniak nie zachowuje się jak należy, to możesz tylko i wyłącznie frustrować się na siebie, bo wynika to tylko i wyłącznie z Twoich błędów, a nie z „charakteru” czy widzimisię szczeniaczka.
    Póki sobie tego nie uświadomisz, to zawsze będziesz sfrustrowana. Tyle w temacie.

    Sam „wychowałem psa” tak, że w wieku 16 tygodni mogłem już zabrać podkłady higieniczne a na spacer chodzę bez smyczy i pies idzie przy nodze, albo szwęda się po krzakach aby co 40 sekund wyglądać czy mnie widzi bo byłoby mu głupio jakby mnie „zgubił”. Ale spoko. Frustrujcie się…

    Czytając cały artykuł widzę w nim odrobinę prawdy i od groma rad (to dobrze) i tak – biorąc szczeniaka, trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ale nie zgodzę się z jednym bo należy tutaj napomnieć o buncie szczeniaczka przypadające na 10-12 miesiąc życia:
    „Z każdym tygodniem wspólne życie będzie łatwiejsze i bardziej czytelne”

    Naprawdę nadmieniłbym o tym, bo wielu „właścicieli psów” widzę w parku, którzy stracili nadzieję, że „coś będzie z ich psów” jak tylko dochodzą do tego wieku

    Odpowiedz
    • Wiadomo, ze wszystko zależy od tego jak podchodzi się do tematu. Wpis powstał, ponieważ spotykamy podczas szkoleń mnóstwo ludzi, którzy czują frustrację wynikającą z braku świadomości, ze szczeniaki są rożne. Chcą jak najlepiej, a okazuje się, ze im nie wychodzi. 10-12 miesięczny pies to już nie szczeniak, tylko kolejny etap rozwoju. W tekście mowa głownie o maluchach i ich pojawieniu się w nowym domu. Zgadzam się, ze około roczny pies może mieć etap buntu, który przeraza opiekunów. Wychodzę jednak z założenia, ze jeśli pracuje się z psem od pierwszych tygodni, to taki czas łatwiej przetrwać, bo mamy mocne podstawy. Pozdrowienia! :)

      Odpowiedz
  • zyciezpsem.pl says:

    Ja muszę napisać, że Levi to taka nagroda dla nas od psich bogów za to, co przechodzimy z Legion. Naprawdę nie mogę o szczeniaku nic, absolutnie nic złego powiedzieć.

    Spokojny, nie ciągnie, grzeczny, zabawowy…całkowite przeciwieństwo Legion, która ciągle tylko analizuje i kombinuje.

    Jedyny taki tyci minusik to tarzanie się w trupach i odchodach…a na Waszym wcześniejszym wpisie na ten temat chwaliłem się, że Legion się nie tarza… taki psikus od losu :)

    Odpowiedz
    • Ha! Pamiętam, jak pisałeś, ze ten temat Was nie dotyczy! 😀 Pewnych rzeczy nie da się niestety przewidzieć. 😉
      To macie idealne porównanie, jak rożne mogą być od siebie dwa psy, które chowają się pod jednym dachem. Ja to widzę na przykładzie psów w hodowli rodziców – wszystkie tak samo kochane, tak samo karmione, pielęgnowane, wyprowadzane, a koniec końców każde inne.

      Odpowiedz