Zaznacz stronę

Słowenia zachwyca. Będzie świetnym wyborem dla tych, którzy lubią różnorodne szlaki, góry, jeziora i malowniczo położone miasteczka. Choć wyjazd zorganizowaliśmy na ostatnią chwilę okazał się strzałem w 10tkę. To zdecydowanie najbardziej psiolubne miejsce, jakie udało mi się odwiedzić w moim życiu. I przyznam, że również jedno z najpiękniejszych, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Planowo w Słowenii mieliśmy spędzić 8 dni, ale spodobało nam się tak bardzo, że dołożyliśmy dwa kolejne. Znalezienie miejscówki z dwoma dużymi psami, bo poza Odiszonem na zagraniczne wojaże wybrała się również Kimchi, nie stanowiło dużego problemu. Ujął mnie panujący tam szacunek dla przestrzeni zwierząt i to, że bez względu na to gdzie się pojawialiśmy, byliśmy witani z szerokim uśmiechem i michą wody dla akit. W trakcie całego wyjazdu nie zdarzyło się, żeby podbiegły do nas obce psy bez kontroli, choć w kawiarniach przy co drugim stoliku zalegały jakieś cztery łapy. Choć w Słowenii byliśmy na przełomie grudnia i stycznia, śniegu zbyt dużo nie uświadczyliśmy. Pojawiał się dopiero powyżej 1500 m n.p.m. Ten okres nie jest też zbyt obłożony turystycznie, więc bywały dni kiedy na szlakach spotykaliśmy pojedyncze osoby, co miało niesamowity urok, ale nie było kogo zapytać o drogę. ;)


Odi i Kimchi zmieniły się w kozice górskie i ten klimat wyjazdu bardzo im pasował.

Wybrałam dla Was miejsca, które z perspektywy czasu wspominam najlepiej. Nie wszystkie szlaki i atrakcje były dostępne o tej porze roku, co warto wziąć pod uwagę podczas planowania. Tylko w nielicznych miejscach pobierano opłaty za wstęp, ale w sezonie trzeba się na to przygotować. Wybieraliśmy szlaki, które bez problemu pokonają nasze średnio aktywne psy. Paradoksalnie, pomimo oznaczeń, często okazywały się trudniejsze, niż zakładaliśmy. Samo oznaczenie szlaków zwykle nie jest zbyt precyzyjne i widoczne, więc lepiej wcześniej przynajmniej orientacyjnie wyznaczyć sobie trasę.


Co zobaczyć i gdzie spać?

  • Kamnik – meta wypadowa nr 1 + Ljubljana

Przez pierwsze dni naszym punktem wypadowym był Kamnik, niewielkie miasteczko na północy Słowenii. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Guest House Repnik, który mogę Wam śmiało polecić. Pokoje są duże, ładnie urządzone i nowoczesne, a do dyspozycji gości jest również ogród. Z perspektywy czasu uważam, że to był dobry punkt, ponieważ wokół znajduje się bardzo dużo szlaków, a do Ljubljany jest rzut beretem. Ważne: wszędzie poruszaliśmy się samochodem, więc nie wiem jak wygląda sytuacja z innymi środkami transportu.

Do stolicy Słowenii warto się wybrać, bo miasto jest bardzo klimatyczne. Nie wiem czy widziałam w innym mieście tak wiele psów, ale wszyscy bardzo dbali o to, żeby nie wchodzić sobie w paradę. Jako przerywnik między trasami w górach wypad do Ljubljany był dobrym pomysłem, chociaż przyznam, że uskutecznialiśmy przede wszystkim gastroturystykę, która w Słowenii bywa ciężkim wyzwaniem, ale o tym później.

Ljubljana to autentycznie jedno z najbardziej psiolubnych miejsc w jakim byliśmy.


  • Kamniška Bistrica + Koželj Trail

Na początek najlepszy szlak! Drugiego dnia, w pełnym słońcu, trafiliśmy do schroniska górskiego (Hut in Kamniska Bistrica), do którego bez problemu można dojechać samochodem. *W schronisku jest restauracja, ale nie można wchodzić do środka z psami.

Z tego miejsca ruszyliśmy leśnym szlakiem wzdłuż rzeki i bez dwóch zdań, ta trasa zachwyciła nas najbardziej.

Na punkt startowy warto wybrać okolice schroniska w Kamniškiej Bistricy.

W większości szlak nie jest szeroki. To wąska, często stroma ścieżka, która prowadzi wzdłuż absurdalnie niebieskiej wody. Nad głębokimi wąwozami przechodzi się po skałkach i drewnianych mostkach, więc to może momentami podnieść ciśnienie. Charakterystycznymi punktami są wąwozy Veliki Predaselj i Mali Predaselj. Chociaż szlak jest oznaczony jako rodzinny, o tej porze roku wcale nie był taki prosty. Cała trasa zajęła nam około 5h. Warto, warto, warto! Nie zapomnijcie o wygodnych butach, bo to nie jest przechadzka po wydeptanej trasie.

To zdecydowanie nasz faworyt spośród szlaków, które zaliczyliśmy.


  • Przełęcz Vršič

To miejsce poleciła nam managerka pensjonatu i tam nareszcie znaleźliśmy śnieg, co ucieszyło i nas i psy. Jest to najwyżej położona przełęcz (1611 m n.p.m.) w tej części Alp. Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem, więc światło nie było już intensywne, ale widoki i tak zapierały dech. Warto spędzić kilkanaście minut wjeżdżając serpentynami (bleh!) na szczyt, żeby spojrzeć na Alpy z tej perspektywy.

Przełęcz Vršič na wysokości 1611 m.


  • Jezioro Jasna

Jak już wdrapiecie się na Vršič i nacieszycie oczy potęgą gór, warto zrobić sobie przerwę na kawę nad jeziorem Jasna, które znajduje się w pobliżu. Jest to sztuczne jezioro, ale widok na Alpy z tej perspektywy robi wrażenie.

Jezioro Jasna to super punkt na przerwę, bo widoki są przepiękne.

Chociaż było tylko kilka stopni powyżej zera, restauracje tętniły życiem i wszyscy spędzali czas nad brzegiem jeziora. Tego dnia zobaczyliśmy też osławiony rezerwat Zelenci, który, o dziwo, nie powalił nas na kolana. Może to kwestia światła, może pora roku, ale na zdjęciach wyglądał zupełnie inaczej. Te miejsca są niedaleko od siebie, więc warto sprawdzić na własnej skórze.

Jezioro Jasna


  • Dolina Voje + Mostnica

Spokój, cisza i więcej saren, niż ludzi. Startując z miejscowości Stara Fuzina można wybrać się na szlak w dolinie Voje, aż do wodospadu Mostnica. Szlak, który wybraliśmy był bardzo lekki i przyjemny – właściwie przez cały czas prowadził szeroką drogą. Wiem, że się powtarzam, ale znowu widoki powalają na kolana. Po drodze mija się małe drewniane domki i pasące się zwierzęta. Prawdziwie alpejski obrazek. Zdecydowanie dobre miejsce, żeby odpocząć od trudniejszych tras. Podczas całej wycieczki spotkaliśmy dosłownie 2 osoby.

Trafiliśmy na zupełnie pusty szlak, więc klimat był niesamowity.


  • Jezioro Bled – meta wypadowa nr 2

Ostatnie dwa dni spędziliśmy nad jeziorem Bled. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Penzion Berc i to też był całkiem niezły wybór. Na dzień dobry Odiszon dostał michę, smaczki i legowisko. Okolice Bledu są bardzo piękne, zwłaszcza podczas słonecznej pogody. Na pewno warto zrobić rundkę wokół jeziora (około  6km), bo wygląda to tak:

Trasa wokół Bledu to około 6 km bardzo przyjemnego spaceru.

W pobliżu znajdują się różne punkty widokowe i tu warto być czujnym, jeśli poruszacie się z psem. Jednym z najbardziej znanych punktów jest Mala Osojnica. Podejście rozpoczyna się przy hoteu Vila Bled. Trasa jest dość wąska i stroma, ale nie to jest najgorsze. Po przejściu 85% drogi przed oczami ukażą się Wam metalowe schody, które są w pierony wysokie i niestety na samej górze robią się praktycznie jak drabina. Odiszona trzeba było wnosić na rękach, a potem szukaliśmy innego zejścia, bo to było zbyt niebezpieczne. Dlatego sugeruję wybrać inne podejście (kawałek dalej jest taka opcja), bo tego nie chciałabym powtarzać już nigdy w swoim życiu. Za to widok na jezioro… prawdziwy odlot!

Warto wdrapać się na górę, żeby zobaczyć jezioro z tej perspektywy.

*Tu podpowiedź dla gastroturystów – jeśli będziecie w okolicy, polecamy restaurację Sovę. Podają tam jedzenie bez bułki tartej i niekoniecznie oblane tłuszczem, a to w Słowenii prawdziwy hit.


  • Jezioro Bohinj + slap Savica 

Osobiście wolę to jezioro od Bledu, bo jest bardziej dzikie. Absolutnie warto tam podjechać, nawet jeśli będziesz mieć niewiele czasu, żeby rzucić okiem i zrobić przynajmniej krótki spacer. Jezioro i góry to zestaw, który zawsze się sprawdza, więc nie mogliśmy tego pominąć. W zasięgu kilku minut samochodem znajduje się również podejście do wodospadu Savica, jednej z najbardziej znanych atrakcji w tej okolicy. Trasa do wodospadu prowadzi kamiennymi schodami. Po około 20 minutach dotrzecie do wodospadu, który moim zdaniem warto zobaczyć. Przy trasie do wodospadu znajduje się również wejście na szlak w Dolinie Triglavskich Jezior. Na pewno nie jest to łatwe podejście i warto zaplanować sobie kilka godzin na tę trasę. Szlak jest trudny – stromo, wąsko i można się po drodze nieźle upodlić. Ze względu na to, że było dość późno, finalnie zrezygnowaliśmy z tej trasy. Na pewno nie jest to podejście dla początkujących!

Jezioro Bohinj jest znacznie bardziej dzikie, niż Bled, więc ma to dużo uroku.

To co w Słowenii doprowadzało mnie do ataków płaczu to jedzenie. Dla kogoś kto od lat namiętnie praktykuje gastroturystykę, taka kuchnia będzie drogą krzyżową. Mięso z mięsem na mięsie, dużą ilością tłuszczu i niewielką ilością przypraw. Oraz bułka tarta, którą generalnie lubię, ale niekoniecznie w każdym posiłku. Także nie nastawiajcie się na jakieś szczególne pyszki, bo się rozczarujecie.

Pomimo dramatów kulinarnych, w połowie tego roku znowu odwiedzimy to miejsce, bo Słowenia sprawdziła się genialnie nie tylko jako miejsce wypadowe z psem, ale też jako kapitalna opcja kolarska. Jeżeli jazda na rowerze to Twój żywioł, warto zabrać sprzęt ze sobą, bo trasy są nie tylko świetnie przygotowane, ale treningowo ilość przewyższeń daje duże możliwości.

K.

POPRZEDNI WPIS
NASTĘPNY WPIS

kasia