Zaznacz stronę

Oczekiwania. Mamy ich całe mnóstwo, bo w dzisiejszych czasach generalnie każdy „chce i może więcej”. Szukamy idealnych związków, idealnego wyglądu, idealnych gadżetów, idealnych relacji. Także tych ze zwierzętami. Spirala się nakręca. Pragnienia rosną w siłę, a rzeczywistość nie nadąża. I mamy klasyczny przykład frustracji, bo nagle okazuje się, że to czego chcieliśmy, jest czymś zupełnie innym, niż to co mamy. To prosta droga do tego, żeby zepsuć każdą relację. Także tę ze swoim psem!


Zepsuć relację z psem? Jak to? Przecież mowa o oczekiwaniach i frustracji, a psa to zupełnie nie dotyczy! Nic bardziej mylnego. Kochamy nasze zwierzęta, dbamy o nie, staramy się zapewnić im właściwą opiekę. Szkolenia cieszą się coraz większą popularnością, zaczynamy lepiej rozumieć potrzeby czworonogów. To wszystko jest pozytywne i budujące, ale zdarza się, że w codziennym życiu wymagamy od swoich zwierząt więcej, niż mogą nam dać. Nasze oczekiwania rosną, a jeśli pies nie chce lub nie może im sprostać, zaczynamy się wkurzać. I nie mam tu na myśli braku w postępach szkoleniowych, bo w tym przypadku szansą na poprawę jest np. zmiana metody pracy z psem. Mówię o tym, że często chcemy zmienić psa tak, aby idealnie pasował do naszego życia zapominając o tym, że jest to żywa istota, a nie plastelina.


energia

Ważne, żeby zrozumieć czego dwie strony mogą od siebie oczekiwać. Magda i Vesper mają dzięki temu naprawdę wyjątkowa relację.

 

Chcę mieć psa, który będzie…

Poszukiwania ideału zaczynają się od pragnienia posiadania czworonoga. Takiego wymarzonego w dzieciństwie i najlepszego na świecie! Będzie biszkoptowym labradorem! Albo słodkim maltańczykiem! Będzie idealny dla rodziny z dziećmi! Będzie bronił i stróżował! Będzie doskonałym kompanem długich wypraw po lesie, biegania przy rowerze, pływania w jeziorze. Świetnie sprawdzi się jako kawiarniany kumpel, który potowarzyszy przy porannej prasówce z filiżanką espresso! A co najważniejsze, te wszystkie zdolności pomieści jedno futrzaste ciało! Ależ on będzie wspaniały…



Dupa psia, że tak powiem niezbyt ładnie. Szansa na to, że traficie na psa, który to wszystko ogarnie jest minimalna.

Bardzo ważne jest to, żeby zakup albo adopcję psa dobrze przemyśleć. Każda rasa ma swoje predyspozycje, które warto kształtować, ale nie można mieć wszystkiego. Wymagając od psa, że sprawdzi się świetnie w każdej sytuacji, skazujemy się na życie pełne stresu. A można tego uniknąć, jeśli wbijemy sobie do głowy jedna prawdę: ani ludzkie, ani psie ideały nie istnieją. Budując jakąkolwiek relację międzyludzką żyjemy nie tylko z zaletami, ale też z wadami. W przypadku zwierząt jest podobnie.


szkolenie

Zrozumienie potrzeb psa jest bardzo ważne, ale o szkoleniu zapomnieć nie można. To jeden z etapów budowania więzi z psem.

 

Co jeśli nie będzie tak super?

Kiedy w hodowli moich rodziców pojawiają się szczenięta, zaczynają się odwiedziny potencjalnych klientów. Zachwycając się maluchami, roztaczają przed naszymi oczami wizję cudownego życia z akitą. Nikt nie myśli o tym, że szczeniak może nie lubić wyjazdów,  może nie znosić biegania albo pływania, może być trudny w szkoleniu. Wypieramy ze świadomości wszystkie złe scenariusze – przecież musi być dobrze. Przykład? Proszę bardzo:

Nie tak dawno rozmawiałam z Panią X, która przekonywała mnie, że jej akita z pewnością będzie genialnym żeglarzem. „A co jeśli nie będzie?” – zapytałam ją nieśmiało. Być może pies bez problemu odnajdzie się na łódce, ale jest to kwestia bardzo osobnicza. Biorąc pod uwagę, że Pani X spędza w sezonie każdą wolną chwilę na pokładzie swojej jeziorówki, trudno za każdym razem podrzucać psa rodzinie albo znajomym (zwłaszcza przy gabarytach i temperamencie tej rasy). Z zakupu ostatecznie zrezygnowała, bo zrozumiała, że jej oczekiwania mogą unieszczęśliwić i ją i psa. To wielki sukces, bo realnie oceniła swoje możliwości. Może przyjdzie czas, kiedy pies lepiej wpisze się w jej życiowy plan.


Jak to wygląda w realu?

Sytuacja nr 1: Siedzę w pobliskiej kawiarni. Odiszon spokojnie leży przy moich nogach. Nieopodal na oko roczny owczarek niemiecki wierci się niemożliwie. Jego właścicielka próbuje rozmawiać ze znajomymi, ale po 20 minutach poddaje się i zaczyna się zbierać. Ponaglana poszczekiwaniem mówi mi tylko: „Jak ja Pani zazdroszczę tego psa! Mój to taki łobuz! Z nim się nie da nigdzie chodzić!”. Odpowiadam jej, że przed kawą przeszłyśmy z Odi 8km, więc będę mieć spokój do końca dnia, ale dla pocieszenia – mamy inne problemy wychowawcze.

Frustracja dziewczyny: +500, frustracja owczarka: +milion

vespinka

Vesper jest niesamowita podczas treningów, ale pobyty w restauracjach i zatłoczonych miejscach to dla niej spore wyzwanie.


Sytuacja nr 2: Kupiłam nowe buty do biegania, więc oczywiście muszę je od razu przetestować. Pora taka, że  Odi ewidentnie należy się spacer, ale buty przemawiają do mnie z pudełka. Połączę jedno z drugim! Genialny plan: pies się zmęczy, ja przetestuję nowy nabytek. Drepczemy sobie 200 metrów (jest nieźle), 500 metrów (coraz lepiej), 800 metrów – zaczyna się: Oooo jaka trawa pyszna!, Siku, znowu muszę siku!, aż do: Nie biegnę dalej! Trening szlag trafia, mnie przy okazji też. Odi do miłośników biegania nigdy nie należała. Gdyby mogła ograniczyłaby swoją aktywność fizyczną do niezbędnego minimum. I teraz zgrzyt. Jak tu pogodzić bieganie, długie spacery i miłość do wyjazdów wszelkich, skoro mój osobisty pies za życiowy cel obrał przyjmowanie coraz to dziwniejszych pozycji na swojej poduszce? 🙂

Moja frustracja: +500, frustracja Odi: +milion, bo: po diabła mam tak dużo chodzić, kobieto?

senszycia

Sens życia wg Odiny

Trudna sztuka akceptacji?

Choć Odi jest dla mnie szalenie ważna, jestem świadoma jej wad. Wkurza mnie to, że wybrzydza przy jedzeniu, że jest generalnie fajtłapą, że ma swoje fochy. Taka już jest. Mogę kombinować jak ją zachęcić do nowych zajęć i czym ją zmotywować do treningów posłuszeństwa, ale samego charakteru i predyspozycji nie zmienię. Choćby nie wiem co, nie stanie się bardzo aktywnym psem, nie przestanie potykać się o własne łapy i prawdopodobnie nigdy nie potraktuje mnie serio, kiedy rzucę jej frisbee. 🙂 Mam za to psa, którego ze spokojem zabieram do restauracji albo hotelu, bo wiem, że będzie grzeczny. I wiecie co? Nawet jeśli marzyłam o tym, że przebiegniemy razem dziesiątki kilometrów w szerszej perspektywie nie ma to znaczenia. W zamian za to mam kogoś, kto po każdym powrocie do domu wita mnie tak, jakbyśmy rok się nie widziały. 🙂


joga

Bieganie odpada, ale do jogi Odi nadaje się jak mało kto. 😀

Nie oczekuję, że pies idealnie się do mnie dopasuje, ale zależy mi na tym, żeby pod jednym dachem żyło nam się dobrze. Jim Morrison (tak, tak, ten z The Doors) powiedział kiedyś, że przyjaciel to ktoś, kto daje ci totalną swobodę bycia sobą. (Ale nie mylmy tu braku szkolenia i zasad, które trzeba z psem wypracować, z akceptacją tego, jakim się po prostu jest.) Oczekując doskonałości i nakręcając się ciągle na nowe wyzwania, można się łatwo pogubić. A szkoda by było, gdybyście w swoim zwierzaku przestali widzieć przyjaciela. Bo czyż nie o przyjaźń chodziło, kiedy pierwszy raz zamarzyliście o tym, żeby mieć psa? 😉

K.

POPRZEDNI WPIS
NASTĘPNY WPIS