Zaznacz stronę

Przywołanie na komendę to bez wątpienia jedna z najważniejszych umiejętności, nad którą pracuje się przez całe życie psa. Im wcześniej zrozumiesz, że jest to proces nauki, który wymaga zaangażowania, czasu i utrwalania, tym łatwiej będzie Ci zaplanować konkretny plan treningów. W nauce przywołania nie bez znaczenia są osobnicze predyspozycje psa, jego temperament, chęć podążania za przewodnikiem i motywacja do pracy, dlatego regularność i sumienność podczas treningów są kluczem do zbudowania odpowiedniej bazy. Z perspektywy psa komenda „do mnie” początkowo nie znaczy absolutnie nic. Nasza w tym głowa, żeby stało się to hasłem, które ma wielką wartość.

Treningi przywołania dobrze jest porównać do sportu. To, że raz w życiu przebiegniesz maraton, zrobisz szpagat albo masz sześciopak na brzuchu, nie oznacza, że efekty treningów będą się utrzymywać przez całe życie. Z przywołaniem jest podobnie. W trakcie intensywnego planu treningowego pies może wracać do przewodnika z dużą motywacją, ale jeśli tylko spoczniemy na laurach, w wielu przypadkach psy zaczynają podejmować decyzje na własną łapę. Dlatego tak istotne jest utrwalanie tej komendy, a ogrom pracy leży przede wszystkim po stronie człowieka.

W JAKI SPOSÓB PRZYWOŁYWAĆ PSA?

Spośród różnych sygnałów przywołujących najczęściej wybiera się komendę słowną: „do mnie”, „wróć”, „wracaj” itp. Nie polecam wybierania słowa „chodź”, o które często pytają kursanci. Mimo, że dla psa nie ma znaczenia co to będzie za słowo, to trudno sobie wyobrazić wykrzyczane głośno „chodź”, gdy pies jest daleko. Poza tym słowo chodź wykorzystuje się wielokrotnie podczas spacerów: „no chodź już, przestań wąchać, idziemy dalej” przez co pies znieczula się na jego dźwięk. Komenda powinna być unikalna (może pojawiać się tylko wtedy, gdy chcemy przywołać psa), intuicyjna i przede wszystkim wypowiedziana głośno, wesoło i z energią.

Poza wprowadzeniem komendy słownej warto rozważyć wypracowanie przywołania na gwizdek. Nie musi on być przeznaczony specjalnie do szkolenia psów – ma być po prostu głośny i wygodny w codziennym użytkowaniu. Bez względu na to jaki gwizdek wybierzecie warto pamiętać o tym, że żaden z nich (ultradźwiękowy, wysoko czy niskotonowy) nie zadziała bez wcześniejszego treningu i odpowiedniego uwarunkowania tego sygnału. Choć bardzo byśmy sobie tego życzyły, psy nie mają w genach zakodowanej reakcji na dźwięk gwizdka.

Zalety gwizdka:

  • Zawsze brzmi tak samo, bez względu na to kto przywołuje psa. Jest to szczególnie przydatne wtedy, gdy psem opiekuje się kilka osób.
  • Jest głośny i bardzo charakterystyczny. Takim bodźcem można łatwiej wybić psa z różnego rodzaju rozproszeń (kontakt z innym psem, węszenie), niż komendą słowną (pod warunkiem odpowiednio przeprowadzonego treningu).

Wady gwizdka:

  • Wychodząc z psem na spacer trzeba pamiętać, żeby zabrać go ze sobą, no i niestety, taki gwizdek łatwo jest zgubić, więc warto mieć w zapasie chociaż jeden lub dwa identycznie brzmiące.
  • Bez względu na to czy zdecydujecie się uczyć psa przywołania na komendę słowną czy na dźwięk gwizdka, schemat ćwiczeń jest taki sam.

Osobiście najbardziej lubię zestaw komenda słowna + gwizdek. Komendę „do mnie” wykorzystuję często na co dzień, a gwizdek do tzw. przywołania awaryjnego w trudniejszych sytuacjach (np. odwołanie od innego psa). Oba sygnały wypracowuje się w ten sam sposób, z tą różnicą, że przywołanie awaryjne docelowo pojawia się rzadziej, a pies jest dużo hojniej nagradzany, niż za przywołanie zwykłe. Jak się do tego zabrać? Poniżej znajduje się pierwszy etap planu treningowego.

BUDOWANIE SKOJARZENIA – JAK ĆWICZYĆ?

Absolutną bazą do wypracowania przywołania jest budowanie skojarzenia. W tym ćwiczeniu będziemy zwiększać wartość przywołania poprzez proste skojarzenie z czymś wyjątkowo atrakcyjnym dla psa – w tym przypadku będzie to jedzenie.

Jak się do tego zabrać? Zaczynamy ćwiczenie w łatwym miejscu (mało rozproszeń środowiskowych). Może to być mieszkanie lub podwórko, które pies dobrze zna. Ćwiczenie wykonujemy tylko wtedy, gdy pies jest skupiony na przewodniku.

  • Krok 1 – podstawiamy psu smakołyk pod pys
  • Krok 2 – nie dając jeszcze smakołyka cofamy się i zachęcamy psa do podążania za jedzeniem
  • Krok 3 – gdy tylko pies ruszy w naszym kierunku wypowiadamy głośno i wyraźnie komendę „DO MNIE” i chwalimy go słowni
  • Krok 4 – po 2-3 krokach nagradzamy smakołykiem

Całość powtarzamy 5-6 razy.

Tak to wygląda na filmie:

 

Jak często i jak długo ćwiczyć? Pierwsze 2-3 dni ćwiczymy tylko w domu, potem można przenieść ćwiczenia w inne, ale nadal mało rozpraszające miejsca. Każdy pies uczy się w nieco innym tempie, ale średnio powinno się wykonywać takie ćwiczenie ok. 3 razy dziennie przez minimum tydzień (przed przejściem do kolejnego etapu).

Wskazówki:

MOTYWACJA

Pies przed ćwiczeniami powinien być lekko głodny. Do nauki przywołania polecam wykorzystywać najbardziej atrakcyjne dla psa smakołyki (pasztet, mięso, parówki, itp.).

Jeśli wasz pies kręci nosem na smakołyki na spacerach to koniecznie trzeba to zmienić. Psy, które z natury nie są zbyt łase na jedzenie oraz te, które są przekarmiane przy wielu okazjach lub mają stały dostęp do pełnej miski w domu, nie będą chętnie wracać na przywołanie otrzymując jedzenie w nagrodę. Właścicieli wybrednych lub przekarmionych psów odsyłam do wpisu na temat spalenia miski.

TEMPO, TEMPO!

Z punktu widzenia psa praca nad przywołaniem ma być świetną zabawą. Dla wielu psów ogromnie motywującym czynnikiem jest ruch! Możliwość włączenia się w energiczną pogoń za przewodnikiem zakończoną sukcesem (upolowany smakołyk), przy jednoczesnym zaangażowaniu opiekuna (pochwały!) jest o wiele skuteczniejszą formą nauki, niż mechaniczne wypowiadanie komendy i wydawanie smakołyka.

OSTROŻNIE Z ROZPROSZENIAMI

Zbudowanie odpowiedniego nawyku wymaga czasu. Zanim przywołanie zacznie dobrze działać w prawdziwych spacerowych sytuacjach trzeba przygotować się na co najmniej kilka tygodni codziennych (kilkuminutowych!) treningów. Ogromnie ważne jest, żeby nie przeskakiwać kolejnych etapów i nie wrzucać od razu psa na głęboką wodę sprawdzając czy komenda już zadziała. Na pierwszym etapie w ogóle nie oczekujemy, że pies na komendę zareaguje – on ma jedynie budować sobie skojarzenie, że gdy tylko słyszy komendę (lub gwizdek) chwilę potem pojawia się jedzenie.

Z solidnie przepracowanymi podstawami można przystąpić do kolejnego etapu, czyli przywoływania psa do siebie, stopniowo wprowadzając coraz większe rozproszenia. O tym, jak to zrobić przeczytacie w kolejnym wpisie.

M.

POPRZEDNI WPIS
NASTĘPNY WPIS

Magda