Etat i pies – czy można to pogodzić?

Źródło: petinsurance.com

Chcąc mieć czworonoga musimy odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań. Czy stać mnie na psa? Czy będę mieć dla niego czas? Czy podołam takiemu obowiązkowi? Opieka nad psem to nie tylko karmienie i głaskanie. Dla mnie to przede wszystkim czas spędzany razem i budowanie relacji, której nie da się porównać z niczym innym. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis. Co zrobić, kiedy ze względu na różne życiowe zmiany pies musi zostać w domu sam na 9-10h? I czy to unieszczęśliwia naszego futrzaka?

Ostatnie pół roku spędziłam z Odi w domu, ciesząc się pracą zdalną i jej towarzystwem przez cały dzień. Nie zastanawiałam się nad tym, z jakimi problemami i kombinacjami zderzają się Ci, dla których etat w pracy to codzienność. Niektórzy mogą pozwolić sobie na zabieranie czworonoga do biura – super rozwiązanie, ale niestety niezbyt popularne. Nota bene, udowodniono, że obecność psa w miejscu pracy sprzyja dobrej kondycji psychicznej, więc może kiedyś ten amerykański trend zawita w Polsce. Postanowiłam przeanalizować temat na własnej skórze. Odina do biura ze mną nie pójdzie, chociaż kłopotliwa w żaden sposób nie jest. Zakładam, że spałaby grzecznie obok, pochrapując od czasu do czasu. Ale cóż, zejdźmy na ziemię i stańmy z tematem twarzą w twarz.


Vesper w biurze z Magdą / Standardowy home office z Odi

Vesper w biurze z Magdą / Standardowy home office z Odi

Poznaj swojego psa

Odi nie jest najbardziej aktywnym fizycznie psem na świecie. Pobiega chętnie przez kilkanaście minut, wykopie dziurę w poszukiwaniu kreta, popływa (choć nadal jak księżniczka, która delikatnie moczy każdą łapę), a potem drepcze przy nodze. To typ psa, który działa w slow motion przez większość doby. Tak jak wspomniałam we wcześniejszym poście Nie dotykaj mnie tak, nie należy też do najbardziej namolnych czworonogów. Lubi być tarmoszona i drapana (z miną „oh, tak, drap mój człowieku”), ale po kilkunastu minutach zabawy zwiewa na swoją poduchę, sygnalizując koniec miziania. Święte prawo Odiszona. Niemniej jednak, kiedy tylko jestem w domu, stacjonuje blisko mnie. Układa się przy nogach, towarzyszy podczas sprzątania albo gotowania. Miałam ogromne obawy, wiedząc, ze przynajmniej przez jakiś czas będzie musiała spędzać dni beze mnie. Z perspektywy czasu widzę, że było to podyktowane przede wszystkim nadopiekuńczością.

Od czego zacząć?

Trzeba sensownie zaplanować dzień. Odi wychodzi na bardzo aktywny spacer z samego rana. Jest to dla niej spora zmiana, ponieważ wcześniej nie motywowałam jej tak bardzo do zabawy i biegania. Dzięki temu mam pewność, że po powrocie do domu padnie ze zmęczenia i prześpi przynajmniej 5h. (Przetestowane!) Pozostają kolejne godziny, które trzeba zagospodarować. Nie poddawajcie się. Jest kilka rozwiązań. Mam to szczęście, że w ciągu dnia do domu wpada mój chłopak albo siostra, więc mogą sprawdzić czy wszystko gra. W 9/10 przypadków Odi śpi jak kamień… jak przystało na psa stróżującego 😛 . Taka wizyta to szansa na krótki spacer (choć kiedy jest bardzo gorąco Odi odmawia współpracy i „rozlewa się” na chłodnej podłodze). A potem nadchodzi „ta godzina” i wracam do domu. Śmigamy wtedy na długi spacer. Można? Można. Ale czy to łatwe? Nie. Przez pierwsze dni tygodnia mam masę energii, ale w okolicach czwartku dochodzi zmęczenie i wizja kolejnego aktywnego spaceru wieczorem nie zawsze jest atrakcyjna. Jednak merdający ogon i fikołki ze szczęścia są jak zastrzyk energii.


SPACER! TERAZ! Odina na zdjęciu po lewej, piękny labek z Pinterest.com po prawej

SPACER! TERAZ! Odina na zdjęciu po lewej, piękny labek z Pinterest.com po prawej

Wyprowadzanie psów, czyli petsitter na ratunek!

Prawdę mówiąc jeszcze nie przetestowałam tej usługi, choć wiem, że kilkoro z moich znajomych z powodzeniem z tego korzysta. Sama zastanawiam się, czy nie sprawdzić tego rozwiązania, widząc realne korzyści dla psa. Internet roi się od ogłoszeń osób proponujących opiekę nad zwierzętami. Jak znaleźć kogoś sensownego? Warto zapytać znajomych. Szukanie petsittera nie jest wcale łatwe. Po rozmowie z przyjaciółką, młodą mamą, stwierdziłam, że można to porównać do rekrutowania niani. Ceny za tego typu usługi wahają się w zależności od tego, na czym najbardziej nam zależy. Można zdecydować się na spacer krótki, długi, aktywny, ze szkoleniem… Opcji pod dostatkiem. Potencjalnego petsittera warto poprosić o referencje i co ważne – sprawdzić je. Większość osób zajmujących się tym tematem zawodowo proponuje pierwsze, darmowe spotkanie zapoznawcze. W przypadku Odi na pewno nie zdecyduję się na powierzenie jej osobie bez doświadczenia lub nastolatkowi. Nie jest to mały pieseczek, więc w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia trudno wziąć ją pod pachę i zwiać. Przynajmniej nie na długim dystansie :) .


Źrodło: ehow.com

Źrodło: ehow.com

Przygotowanie mieszkania

Każdy pies inaczej reaguje na samotność. Część z nich wpada w amok wycia lub budzą się w nich niszczycielskie siły. Na początku Odi miała małą obsesję na punkcie darcia na strzępy papieru (najlepiej toaletowego lub ręczników papierowych), tak, że za każdym razem mieszkanie wyglądało jak po przejściu burzy śnieżnej. Całe szczęście papier udało się zastąpić gryzakami i (odpukać!) nie wpadła na pomysł, żeby zająć się czymś innym. Warto od samego początku przyzwyczajać psa do krótkich nieobecności. Wyjście do sklepu, do kina, do znajomych nie może być przesycone obawami i wyrzutami sumienia. Oczywiście wspaniale jest zabierać ze sobą wszędzie swojego czworonożnego kumpla, ale czasami nie zaszkodzi chwila rozłąki. Ważne jest także zabezpieczenie mieszkania – wystające kable, jedzenie (nie dla psa), balkon. Wszystko, co może zostać potencjalnie zeżarte lub jest niebezpieczne dla psa warto schować.


Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Z doświadczenia wiem, że dobrze sprawdza się ograniczenie przestrzeni – podczas mojej nieobecności Odi ma do dyspozycji salon, kuchnię i korytarz. Można rozważyć również wykorzystanie klatki kennelowej. Spotkałam wiele osób z negatywnym nastawieniem do klatek. Sama dość sceptycznie traktowałam to rozwiązanie, do momentu, kiedy zrozumiałam, że tego typu ograniczenie przestrzeni nie sprawia, że pies jest nieszczęśliwy. Dużo dały mi też rozmowy z Magdą, która uświadomiła mi, że dla Vesper klatka to przede wszystkim miejsce kojarzące się ze świętym spokojem i smakołykami. Nie brzmi to strasznie.

W książce Jona Katza pt. „Wszystko, co usłyszałem od moich psów”, w bardzo ciekawym rozdziale „Koegzystencja” pojawia się taki fragment:

Kiedy wychodzę z domu, wprowadzam psy do klatek, zwykle z kośćmi i innymi smakołykami. Dobrze jest wiedzieć, że siedzą jeden przy drugim, a nie osobno, bezpieczne, gryząc i żując. Nie chcę wracać do domu i rozglądać się z niepokojem, co tym razem zostało przemieszczone, co pogryzione, a co podarte na strzępy. W klatkach psy są bezpieczne, a ja zachowuję wtedy spokój ducha.

Więcej możecie przeczytać o wykorzystaniu klatek tutaj: Klatka kennelowa, a niszczenie domu przez Milkę lub tutaj: Dlaczego wsadziłam psa za kratki?. Pamiętajcie tylko, że nie jest to rozwiązanie na 8-10h!

Sprawa wygląda inaczej w przypadku szczeniąt. Potrzebują one zupełnie innej opieki, niż dorosłe psy, więc pozostawione na cały dzień w samotności na pewno znacznie bardziej odczują rozłąkę. Dlatego też z doświadczenia wiem, że warto stopniowo przyzwyczajać malucha do pozostawania w domu bez nadzoru.


Tęsknota uszlachetnia?

Jeśli spędzasz ze swoim psem całe dnie i nagle musisz przestawić się na tryb „bez psa w ciągu dnia” to z pewnością tęsknisz. Zupełnie naturalne. Pomimo szeregu minusów i zupełnie innej organizacji czasu nie warto rezygnować z posiadania psa wyłącznie ze względu na pracę. Co ciekawe, po kilku dniach całodziennej rozłąki, Odi podczas spacerów jest znacznie bardziej chętna do pracy i zmotywowana do szkolenia, niż wcześniej. Znacznie częściej chce się przytulać i w wyraźny sposób okazuje, że ma ochotę na zabawę. Wcześniej nie było o tym mowy, gdyż ciągle byłam „na oku”.

Może z psami jest tak jak z ludźmi? Czasami lepiej się trochę stęsknić?

Przy okazji, widzieliście zapowiedź filmu „The secret life of pets”?

Może nasze zwierzaki wcale nie nudzą się w domu, kiedy nas nie ma? :)


K.

piesek
chmurka

KOMENTARZE

  • Pan Hinka says:

    Mój pierwszy pies bardzo przezywał każde rozstanie, nawet gdy wychodzilismy tylko na kilka minut. Jak na małego kundelka był w stanie zniszczyć w ekspresowym tempie wszystko co nie zostało zabezpieczone. Dlatego zdecydowalismy sie z zoną na klatkę, chociaz na poczatku nasluchalem sie, ze to wiezienie dla psa. Nie bylo latwo na poczatku ale teraz to idealne rozwiazanie, bo czesto przychodza goscie i male dzieci, ktore mu dokuczają, wiec Hinek leci wtedy do swojeo schronu.

    Odpowiedz
    • Potrzeba trochę czasu, aż pies przywyknie do klatki. Ale jak już to zrobi, to rzeczywiście jest to „schron” 😀 A jak teraz Hinek radzi sobie z rozstaniami?

      Odpowiedz
      • Pan Hinka says:

        A przyzwyczail sie i przygarnelismy potem drugiego psa. Od tamtej pory sa nierozlaczni i jest spokoj, jak zostaja sami w domu.

  • Na szczęście w moim przypadku nie ma etatu, jest praca w domu. Ale zdarzają się dni, kiedy muszę wyjść na 7-8 godzin i wiecie co? Przeżywam to bardziej niż mój pies! Mam wyrzuty sumienia, że biedak siedzi sam, samiutki. Patologia. A kiedy wracam do domu, to nie wiem, kto się cieszy bardziej – mój pies czy ja ;). Dobrze wiedzieć, że w tym czasie najpewniej mój labek śpi i śni o pięknych suczkach. 😀

    Odpowiedz
    • Haha, o pięknych suczkach i piłkach 😀 Całkowicie powielam ten schemat. Kiedy wiem, że Odi spędzi sama dzień, mam napady nadopiekuńczości i tęsknoty. A potem wita mnie w drzwiach kudłata mordka z miną: Ej, Matka, ale pospałam dzisiaj 😀
      To pocieszające, że nie jestem w tym sama! 😀

      Odpowiedz
  • TaOdLucy says:

    Nasza Lucy od szczeniaka dostała klatke i to był jeden z lepszych zakupów. Po pierwsze od razu załapała, że to jej azyl co ją ucieszyło, bo mimo iż Labrador to ceni sobie dystans, musi być koło ludzi, ale nie przesadnie. Dopiero niedawno tak przychodzi np pcha sie do łóżka, liże. Po drugie nie mam chaty do remontu 😀 i wszedzie gdzie jedziemy zabieramy jej klatke. Teraz jesteśmy na wakacjach i sama w niej siedzi, bo swojski zapach i czuje się bezpiecznie.

    Odpowiedz
    • No pewnie! Każdy musi mieć swój schron i klatka świetnie się w tej roli sprawdza. :) To super, że patent działa równie dobrze na wakacjach, bo różnie z tym bywa.

      Odpowiedz
  • Zosia od pieswwarszawie.pl says:

    Właśnie robiłam research o pracy w domu vs praca poza domem z perspektywy psiego opiekuna i mi wyskoczyłyście na drugim miejscu wyszukiwań :) Zgadzam się, że klatka kennelowa to nie rozwiązanie na 8 – 10 h i to mnie właśnie martwi. Od niedawna nie pracujemy już w domu, więc staramy się tak rozplanować naszą nieobecność, żeby Milka nie siedziała tam dłużej niż 5 – 6 h. Ale aktywny spacer rano? Jeeeeezu! Wiem, że to potrzebne i byłoby dobre i może się do tego przekonam, ale teraz mam takie: „Niiieeee, litości!” 😀

    Odpowiedz
    • Też tak reagowałam na początku na poranne bieganie, ale widzę jak wiele plusów ma takie rozwiązanie. 😀 Może Milka łatwiej znosiłaby rozłąkę, jeśli byłaby fizycznie zmęczona? To czysto biologiczne uwarunkowanie, więc może w jej przypadku też da efekty. Pozdrowienia! :*

      Odpowiedz