Zaznacz stronę

Jak naprawdę wygląda świat z psiej perspektywy? Właśnie tego możesz dowiedzieć się czytając „Był sobie pies”. Zanim sięgnęłyśmy po tę książkę, nie obiecywałyśmy sobie po niej zbyt wiele, bo sam pomysł opisania życia z poziomu czterech łap jest rewelacyjny, ale mało kto mógłby temu podołać. Same od lat zastanawiamy się jakie trybiki działają w psich głowach, więc z ciekawością zajrzałyśmy do świata głównego bohatera, Baileya. I przepadłyśmy, bo okazało się, że wbrew pozorom (i pierwszym stronom) jest to książka, którą warto przeczytać, bez względu na to, czy masz lat 10 czy 110. „Był sobie pies” lada chwila pojawi się w księgarniach, więc możesz potraktować ten wpis jako preludium do tej lektury. Psst! To nie będzie spoiler, więc czytaj dalej spokojnie.

***

Znasz to okropne uczucie, kiedy zaczynasz czytać książkę i zachodzisz w głowię jakim cudem okrzyknięto ją hitem wydawniczym, skoro nie możesz pozbyć się wrażenia, że tekst jest irytująco infantylny? Niby wiadomo, że narratorem jest pies, więc absurdem byłoby, gdyby przeprowadzał psychoanalizę na miarę Freuda, ale nie jest to też lektura dedykowana przedszkolakom. I nagle „BUM!”, moment przełomowy, w którym okazuje się, że mimo wszystko wpadasz po uszy. Oswajasz się z rodzajem narracji, przywiązujesz się do tego nietypowego bohatera, a on wtedy… umiera, żeby odrodzić się w innym wcieleniu! Dociera do Ciebie, że po pierwsze – autor gra Ci na nosie, a po drugie – może wcale nie jest grafomanem. I robi się naprawdę ciekawie. Nie będziemy zdradzać o co dokładnie chodzi w tej historii, ale postanowiłyśmy zebrać wady i zalety tej książki, na które warto zwrócić uwagę. Tak, żeby wydobyć z niej ile się da.


wyroznienie2

Doskonałe towarzystwo podczas czytania. :D

HIGH ON EMOTION

Co nas rozbraja w Baileyu? Że taki z niego genialny specjalista od ludzkich emocji. Sporo o tym piszemy na blogu, dużo gadamy między sobą, ale tutaj mamy pokazane jak na dłoni, że Bailey ma po prostu dodatkowy zmysł. Doskonale radzi sobie z tym, aby wyczuwać emocje swoich opiekunów, ale też intencje innych osób (nie tylko te dobre). Z łatwością wyczuwa miłość, smutek, żal, strach, niepokój i wiele innych emocji. Choć jest bardzo spostrzegawczy nie zawsze potrafi zrozumieć co się wokół niego dzieje, więc reaguje instynktownie (co momentami wprawia w osłupienie jego opiekunów). Ile razy Twój pies był zaniepokojony, kiedy sam czułeś się zestresowany? Na pewno nie raz rzuciło Ci się to w oczy takie zachowanie. Tylko teraz jest inaczej, bo autor serwuje nam dokładne opisy jak BYĆ MOŻE wygląda to z psiej perspektywy.


NIE ZAWSZE JEST LEKKO

Niby ma to być lekka lektura, ale porusza sporo problemów, które wcale łatwymi nie są. Pies nie zawsze ma dobre życie. Zostaje odłowiony przez hycla, wychowany w pseudohodowli, zostawiony w rozgrzanym samochodzie, kupiony jako maskotka dla kogoś zupełnie nieodpowiedzialnego, porzucony. Całkiem sporo, jak na jedną książkę, ale o dziwo, żaden z tych tematów nie jest przerysowany. A dobrze, że jest to tak szeroko omawiane, bo dopóki słyszymy, że tego typu zdarzenia mają miejsce, trzeba o tym trąbić na prawo i lewo. Autor nie zapomina, żeby konsekwentnie (bo w każdym wcieleniu psa!) pojawiał się motyw kastracji, która z perspektywy głównego bohatera wiąże się tylko z dwoma irytującymi wadami – swędzeniem podbrzusza i noszeniem irytującego kołnierza.


odi2

„Był sobie pies” pojawi się w księgarniach już w lutym!

OCZEKIWANIA

Bailey to wyjątkowy pies, który odradza się w kolejnych wcieleniach, więc siłą rzeczy trafia na różnych ludzi. Każdy z opiekunów ma wobec niego inne oczekiwania, którym pies z całych sił stara się sprostać, nawet jeśli nie wszystko jest dla niego zrozumiałe. Bo jak tu będąc psem ogarnąć, że zrobienie siku na dywan jest czymś złym, a na trawnik już jest wspaniałe? Dlaczego ludzie robią aferę, jeśli pies wyjada śmieci albo gryzie buty? Jak zrozumieć słowotok, w który wpadają opiekunowie, chcąc nauczyć go nowych komend? A jeśli już mowa o komendach – czy to nie jest oczywiste, że zabawa w wykonywanie poleceń np. przechodzenie przez klapę w drzwiach ma sens tylko wtedy, kiedy można za to dostać psie ciasteczko? Samo nagradzanie psa też jest ciekawym wątkiem, bo na konkretnych przykładach można zobaczyć jak ważne jest wybranie właściwej metody szkolenia i umiejętnego wydawania nagród, żeby pies pojął o co chodzi opiekunowi. Bailey ma dużo psich rozkmin, które dotyczą szkolenia. I jesteśmy przekonane, że często zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy człowieka.


ZADANIA DO WYKONANIA

Główny bohater głuptasem nie jest i zdaje sobie sprawę z tego, że każde wcielenie to nowa misja. Choć odradza się w różnych postaciach (np. z zaskoczeniem zauważa, że jest suczką albo że tym razem ma krótkie łapki) nie zapomina co wydarzyło się w poprzednim życiu. Dzięki temu łatwiej radzi sobie z nowymi wyzwaniami. W książce wielokrotnie pojawiają się rozmyślania Beileya na temat sensu jego istnienia i bohater zawsze dochodzi do tego samego wniosku – jego zadaniem jest bycie blisko swojego człowieka, pomaganie mu, ratowanie z opresji i wspólne spędzanie czasu. I tutaj mamy jedno „ale”. Jednym z wcieleń głównego bohatera jest praca w roli psa policyjnego. I choć wiemy, że jest to fikcja literacka, autor trochę popłynął, co do kompetencji takiego psa. Nie jest możliwe, aby pies radził sobie podczas ratowania tonących, pracował na terenach dotkniętych klęskami żywiołowymi jako pies gruzowiskowy, latał śmigłowcami, tropił zaginionych ludzi na śladzie i był jednocześnie dogoterapeutą. Za dużo różnych zadań i kompetencji, czuć Hollywoodem na sto kilometrów. Psy policyjne mają bardzo jasno sprecyzowane umiejętności, które są kształtowane podczas długiego szkolenia. Ale już pomijając przerysowanie tego wątku, fascynujące jest to w jak wielu dziedzinach naszego życia towarzyszą nam psy i jak kluczowa może być ich rola w życiu człowieka.


SENS ŻYCIA… KOTY GO NIE MAJĄ

Kaczki są przygłupie. Koty tym bardziej! Osły żyją tylko po to, aby rozbawiać ludzi, a konie są dziwne, bo celem ich istnienia jest przeżuwanie. Obserwacje psiego bohatera są rozbrajające. Niby książka o czworonogach, ale innych zwierząt tam nie brakuje. To osobliwe spojrzenie Baileya na inne gatunki to też dobra nauka dla nas. Autor sporo miejsca poświęca również interakcjom między psami. Bailey ma swoich kumpli – przepada za suczką Pianką, nieco irytuje go szczeniorka (piękne określenie, nie?) Księżna, drażni go własne rodzeństwo. W tekście pojawia się mnóstwo różnych opisów kontaktów pomiędzy psami – od warczenia i bójek, po zabawy (te przyjemne i te natarczywe), przyjaźń i potrzebę wspólnego spędzania czasu. To naprawdę dobry materiał do analizy psich zachowań!


spanie

Priorytety. Najpierw spanie, potem czytanie.

Czysto edukacyjna wartość tej książki jest niezaprzeczalna, a koncept historii chociaż prosty, został zrealizowany z wielką pomysłowością. Co ważne, „Był sobie pies” sprawdzi się zarówno jako prezent dla starszych dzieci, jak i dla dorosłych. Będziesz się śmiać i płakać czytając o życiu Baileya, odnajdując w nim wiele psich historii, o których często słyszysz lub masz do czynienia na co dzień. Nieraz uśmiechniesz się pod nosem, spoglądając co jakiś czas na swojego kudłatego przyjaciela i zastanowisz się, co też właśnie o Tobie myśli. Pomimo pierwszego wrażenia, książka bardzo nas wciągnęła i pewnie stanie się prezentem dla naszych bliskich, a to zawsze najlepszy wyznacznik, czy coś jest godne polecenia.

K. i M.

POPRZEDNI WPIS
NASTĘPNY WPIS

CoPiesNaTo